O miłości i chwaleniu się

Nie umiemy się chwalić. Nawet kiedy mamy do tego powody. Tak w większości zostaliśmy wychowani. Koleżanka przychodzi do pracy w pięknej kwiaciastej sukience. Mówię:”Cudna!”- ona na to: „Wyjęłam z dna szafy. Nie chodziłam w niej, bo myślałam, że nie wejdę, ale może schudłam.” Inna jeździ na mordercze rowerowe rajdy i na mój zachwyt wytrzymałością jej organizmu, mówi: ”Tak, ale i tak jadę często poza klasyfikacją, bo przede mną są faceci. Wiesz, ci to biją rekordy.” Kolejna gotuje tak, że nie ma się ochoty wyjść z wizyty: ”To stary przepis mojej mamy, z czasów jak w sklepach wszystkiego brakowało, nic takiego.”

Do diaska – myślę – kobiety! Kiedy wy – bo to w większości płeć żeńska – zaczniecie cenić swoje talenty?! Jestem taką sobie kucharką, ale robię super ciasto o nazwie „wulkan”, jakie kochają moje dzieci. Na rowerze jeżdżę z częstotliwością zaćmień słońca, bo drapie to to, sztywne jakieś i niepodatne na komendy, i chyba wolę konia, choć konno jeździłam tylko parę razy. Jakbym miała przejechać tak, jak Magda 72 godziny bez spania, to bym powiedziała – pas – od razu. Jakiś czas temu się nauczyłam, że nikt nas bardziej nie doceni niż my same, sami, bo czasem nawet faceci unikają komplementów, chociaż rzadziej. Mają widać taką tendencję, żeby się instynktownie bardziej cenić. I to im wychodzi. Wystarczy mały sukcesik, jakaś zdobycz i puszy się to to, obrasta w piórka, a my co … wielbimy te czyny! Ale kiedy przychodzi do naszych zalet do buzia w ciup i czekamy, aż ktoś nas przyozdobi komplementami. Oczywiście nie wszystkie tak mają. Ja też się staram i widzę, że coraz mniej już mam tendencję do umniejszania własnych osiągnięć. Znam swoją wartość, ale wciąż się uczę tego doceniania za drobne i duże dokonania. Nie trzeba tego robić publicznie, mówić, jak ja w poprzednim wpisie. Warto to robić w sobie, albo przed lustrem. Albo z kimś kogo się obdarza zaufaniem, kto umie nas zobaczyć takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. I mówimy wtedy szczerze, to co potrafimy, co nam wyszło, bo to nas wzmacnia. Zrobiłam pyszne bułki drożdżowe z jabłkiem, wszyscy się zajadali. Jakie piękne wyhodowałam kwiaty, raj dla pszczół i oka. Pomalowałam ściany, jest tak czysto i schludnie. Zbudowałam wędzarnię na palce lizać sery i wędliny. Umyłam te zapaćkane okna, wreszcie widać słońce. Skończyłam raport, dobrze mi wyszło końcowe podsumowanie. Założyłam firmę chociaż się bałam przepisów księgowych. Poprawiłam artykuł, bo recenzent słusznie mnie łajał. Wysłuchałam strapień przyjaciela ze współczuciem i wsparciem. Odrobiłam lekcje z dzieckiem z cierpliwością starożytnego mędrca. Przeszyłam sukienkę, pięknie podkreśla moją sylwetkę. Przyjęłam dzisiaj 20 osób w moim gabinecie, pomogłam wielu wyleczyć schorzenia. Umiem robić trzy rzeczy jednocześnie i się nie pogubić, myję gary, robię pranie i wysyłam pracę przez internet, a wolnym okiem patrzę na szkraba co pełza pod stołem. Uśmiechnęłam się do klienta i rozwiązałam trudną sprawę. Zdobyłam nowy stopień, nową umiejętność, nową znajomość. Zakleiłam plastrem palec synowi i opanowałam dzieci w swojej klasie. Ze spokojem wstałam i zrobiłam śniadanie rodzinie. Umiem wziąć za siebie odpowiedzialność i to robię. Jestem sobą i cenię to w sobie.

Więc kiedy ktoś nam mówi: Świetnie wyglądasz- wystarczy powiedzieć- Dziękuję, dobrze się czuję. Albo na komentarz: Dobrze ci w tej bluzce – odpowiadasz – Tak, dziękuję, bardzo ją lubię. I kiedy przyjdzie czasem usłyszeć: Jesteś wspaniała. Tylko ty tak potrafisz – odpowiadasz – Dziękuję. Włożyłam w to dużo pracy. Bo faktycznie włożyłaś, żeby spojrzeć na siebie łaskawym okiem wewnętrznego sojusznika a nie wiecznego krytyka.

Nie trzeba być mistrzem świata. Takich mistrzów może być po jednym na każdą dziedzinę, a co z całą resztą? Ja się tam cieszę, że na rowerze, z minimalną ilością zadrapań dotaczam się po płaszczyźnie nad wodospad na Roztoczu, żeby na bosaka przejść lasem całą drogę, jak Magda – joginka, co chodzi w taki sposób po Tatrach. Nie mam zaparć na bycie najlepszą, bo już ktoś mnie dawno wyprzedził w każdej możliwej sprawie. Zwyczajnie wolę się cieszyć swoją przeciętnością i tym, że jestem dostatecznie dobra w tym co robię. A jak będę chciała być lepsza to będę, bez spinki, że muszę. Już dawno poodpuszczałam sobie chore ambicje, które ciśnieniem prężą gruczoł rozczarowania. Znam takich i im nie zazdroszczę takiego spraw pojmowania i życia w wiecznej pustce. Dlatego chwalę swoje dobre strony w sobie i trochę prowokacyjnie tutaj je opisałam, żeby wywołać to co dobre w każdym, kto to czyta. Żeby mu się chciało samego siebie zapytać, czym się może pochwalić, przed sobą. Bo zamiast bajać o przyszłych osiągnięciach, marach, medalach, stanowiskach, zaszczytach, warto wzmacniać to co dobre już teraz, jak fundamenty naszego charakteru, co muszą unieść całą skomplikowaną konstrukcję emocji i pragnień. Chwalcie swoje patrzenie na świat, co wam życie ułatwia, chwalcie to co potraficie, chwalcie to co daje ludziom do was dostęp, chwalcie z właściwym umiarem, ze szczerością, w radości i mądrze. Bo im wy będziecie czuli się lepsi w tym co robicie, im bardziej będziecie czuć się pełnią, tym lepiej się będzie z wami żyło innym ludziom i wam samym w obfitości codziennych talentów.