O miłości w pierwszej fazie

Z doświadczenia wiem, że każda miłość przybliża nas coraz bardziej do siebie. Jeśli tak nie jest, jeśli miłość nas oddala i koncentrujemy się tylko na tym kimś w naszych myślach, to przykro mi bardzo, ale to nie miłość, to uzależnienie. Z fizyko-chemicznej strony to zatrucie nadmiarem dopaminy, serotoniny, norepinefryny, a potem fenyloetyloaminy i innych tym podobnych, które fundując nam uniesienie, nie dają czasu i przestrzeni na myślenie, na dystans do siebie i emocji. A to emocje są wtedy ważne, bo z emocji, rodzi się uczucie, z uczucia relacja i związek, ze związku wyłania się miłość, a z miłości prawdziwe partnerstwo, i w moim odczuciu to chyba koniec. Na tyle nas stać. Niektórzy zatrzymują się po drodze i myślą na etapie zakochania, że to miłość, a inni na etapie miłości, że to partnerstwo i dalej nie idą. A szkoda, bo jak ktoś doszedł do miłości to ma już tylko krok do czegoś naprawdę wyjątkowego. Gorzej jak ktoś sobie wmówił, że jakiegoś etapu mu nie potrzeba, to tak, jakby chciał z dzieciństwa wskoczyć wprost do rodzicielstwa.

Dlatego warto obserwować emocje i nie chodzi o to, by cały czas je tłumić czy wypierać, ale kiedy emocje przychodzą zostawić sobie bufor na refleksje do czego nas prowadzą, co zmieniły na lepsze w nas samych. Czy na przykład emocja przyjemności, jaką odczuwamy przy tym kimś daje nam radość, czy przygnębienie kiedy jesteśmy sami? Czy kiedy ta osoba mówi coś dla nas trudnego, jest wyrozumiała i towarzyszy nam emocja ulgi, uporządkowania, czy lęku i oceniania? I w końcu najważniejsze, czy kiedy patrzymy na siebie, czy stajemy się pod wpływem tych wszystkich emocji lepsi dla siebie, czy robimy sobie krzywdę, bo np. staramy się być kimś innym dla tego kogoś, zamiast cieszyć się z bycia sobą?

To ważne na początku znajomości, kiedy poczujemy, że coś nam się dzieje w emocjach, poobserwować je trochę i pozwolić sobie na refleksję. Jeśli wyczujemy, szczerze, że coś nas w tej materii drażni, piecze i nie daje spokoju, poza tym całym entuzjazmem i ciekawością, jaka wypływa z poznania bliżej drugiej osoby, czas na stop i weryfikację całości. Na początku najłatwiej się zatrzymać, dlatego cała praca warta jest podjęcia w tym właśnie stadium, kiedy człowiek jeszcze nie zagości w bliższych okolicach naszego serca. Pozwólmy mu się zbliżyć, podejść, obejrzyjmy nasze emocje i, jeśli serce mówi: „Dobrze. Spróbujmy się jeszcze zbliżyć, bo człowiek jest prawdziwy, lubimy go, ale też lubimy siebie przy nim”, wtedy wchodzimy w sferę, jaką nazwałabym pierwszą fazą intymności. Bez szczegółów, jest to łatwo wyczuwalne, każdy ma swoje granice i umie je opisać, a jeśli nie umie, to dobra okazja się określić. Rozumne podchodzenie do człowieka nie musi być zaraz nie romantyczne czy nie ciekawe. Romantyzm z łamaniem serc niewieścich, to przeszłość i niedojrzała mityczna opowieść bazująca na krzywdzącym dogmacie, że miłość wyłania się z wielkiego cierpienia, walki, buntu, rozpaczy. Też tak kiedyś myślałam, ale teraz wiem, kiedy siebie bardziej znam, że nie tędy prowadzi prawdziwa, choć czasem dziwna z pozoru, droga do miłości. Za to ta przez fałszywy paradygmat potrafi wyłącznie zakopać cię w całości w ziemię i nie dać tego co miłość potrafi dać z łatwością, bez wysiłku. Spokój, ale również ekstazę, radość, ale też nostalgię, zrozumienie, ale też dzikie przeżywanie życia, jeśli tego potrzebujesz. Bo kiedy się odkrywasz szczerze, przyciągasz do siebie ludzi, którzy pragną tego samego co ty i łatwiej wtedy spotkać taką pokrewną duszę. Wyzbywanie się więc cząstek siebie, swoich marzeń, pomysłów na życie jest strzelaniem sobie w stopę. Zazwyczaj prowadzi do długotrwałej frustracji po początkowej fascynacji pt. „Warto się było przełamać do ciebie”.

Kiedy jesteś prawdziwy nawet w dziwnostkach, przemyśleniach, słowach, potrzebach wobec drugiego człowieka, on widzi i może znaleźć w tobie to, na co czekał. Pokazujmy więc siebie prawdziwych, szczerych, bo w tym jest mądrość natury, żeby wilki były z wilkami, niedźwiedzie z niedźwiedziami, a lew znalazł lwicę. Nie mieszajmy szyków naturze, choć czasem nas kusi i myślimy, że poradzimy sobie z jedzeniem przez hienę padliny, albo lwim wylegiwaniem się całymi dniami. Nie koniecznie nas uwiedzie samotny tryb wilka, albo chłód, czy zwinność jaszczurki. Znajdźmy takie zwierzę, które na drodze życia będzie z nami chciało iść … myśl w myśl i ciało w ciało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *