O Pięknie

To ja, siemka, jak mówi mój Syn Kawa się pije, dłonie marzną 🙂

Miałam kiedyś sąsiadkę, która była pięknie skonstruowana. Pomoc chirurga plastycznego dała jej idealne kształty ciała, uwydatnione i absolutnie symetryczne. Patrząc na nią widziałam niedbałość proporcji mojego ciała i niedociągnięcia moich naturalnych partii w stosunku do ideału z profesjonalnych sesji zdjęciowych supermodelek. Sąsiadka swoje ciało ubierała w najlepsze, wyszukane stroje, na jakie przecież zasługiwało po nie lada trudzie dojścia do takiej postaci. Zastanawiałam się czemu ja nie zrobię sobie jakiejś operacji. Przydałoby się tu dodać, tam odjąć, tu wyprostować, tam zgiąć w interesujący łuk i moje samopoczucie wzrosłoby niepomiernie. Nie poszłam jednak po pomoc do specjalistów, uznałam widać, że nie zasłużyłam na lepszy wygląd niż mam. Nawet aparat dentystyczny rozważyłam tyko przez trzy minuty, bo uznałam, że jestem zbyt leniwa, żeby o to coś dbać i jeszcze tolerować coś takiego w buzi. W końcu obejrzałam moje ciało i zrobiłam podsumowanie: nogi – chodzą – nawet prędko, ręce – sprawne – chwytają co karzę, nos – krzywy- czuje co powinien i oddycha, oczy – widzą – czasem potrzebują okularów, pupa – mało miękka – na twardym długo nie usiedzę, podtuczyć jakoś mi się nie udało, brzuch – w normie – skóra rozciągnięta nieznacznie, włosy, paznokcie – własne, nie doklejane, nie kolorowane, ewentualnie lakier, twarz – rysy niesymetryczne – lubię na nie patrzeć kiedy się śmieją, uszy – małe, stopy – względnie duże, dobrze łapią balans w tangu. Cóż, może nie warto się tak starać w dążeniu do ideału. Pokochanie własnego ciała to w naszych czasach nie lada wyczyn. Samo dawanie mu jedzenia to sztuka w gąszczu zakazów, diet i dobrych rad. Dlatego jak idę do lodówki to wybieram to, na co mam ochotę, bo tylko w taki sposób daję sobie to, co dla mojego ciała jest dobre. Za chwilę będzie to kawa.
Szłam kiedyś w podziemiach metra i zobaczyłam skrzypka. Grał Bacha. Poprosiłam, żeby mi coś konkretnego zagrał i zapłaciłam. Stanęłam pod ścianą naprzeciwko niego i słuchałam. Między nami cały czas chodzili ludzie, ale ja byłam skupiona tylko na skrzypku i jego muzyce. Kiedy skończył grać, podeszłam i podziękowałam. Powiedział mi, że nigdy nie widział tak pięknej twarzy, jak moja.
– Co pan opowiada – żachnęłam się – widział pan mój nos, jestem asymetryczna.
– Ale to nie ma znaczenia – odpowiedział – pani ma coś takiego w oczach.
Coś w oczach, jako definicja piękna. Czy mogłabym się czegoś takiego spodziewać? Czy ktokolwiek z nas? Czym jest idealnie ujęta modelka w najlepszej kreacji światowej sławy projektanta? Jest wyobrażeniem tego, czego uchwycić się nie da. Bo to coś jest nieuchwytne. Piękno nie mieszka w kształtach, formach, przedmiotach. One co najwyżej mogą to piękno przypominać, imitować. Piękno to blask, jaki przypisujemy wrażeniu, że coś już nie może być lepsze, dopełnione, doszlachetnione. A każdy obraz twarzy można zmienić, wydłużyć coś, coś powiększyć bądź zmniejszyć. Dlatego, jak sądzę, prawdziwe piękno nie ma nic wspólnego z kształtem i proporcjami. Piękno prześwieca z wnętrza i ten uliczny grajek mi to uświadomił, choć długo jeszcze potem czułam się nie piękna. Nadal widzę asymetrie, tu płaskie, tam wypukłe, tu długie, tam krótkie, tu brązowe, tam czerwone. Nie skupiam się jednak na formie. Zakładam na to ciało portki, albo sukienkę i idę tam, gdzie chcę w poczuciu, że niezależnie od tego, co mam na sobie i jaki kształt dziś przyjęłam, jestem sobą, bo to kim jestem wydostaje się niezależnie ode mnie z samego wnętrza. A tego co wewnątrz nie da się zapudrować, wyciąć, uformować. Jest, jakie jest, i albo zgadzamy się na nie i błyszczy wtedy poprzez nasze ciało, albo nie i wtedy zakładamy maski, żeby się ukryć i formujemy kształty zewnętrza. I nie ma w tym nic absolutnie złego czy niewłaściwego, jeśli nam to pomaga żyć, jeśli presja jest tak wielka, że trzeba się dopasować, dociąć, dosztukować. To lepsze na pewno niż depresja, albo inna autoagresja. Moja sąsiadka była piękna zewnętrznie i dała sobie wszystko, co było jej potrzebne do szczęścia. Ja nie lubię się aż tak starać, mnie wystarczy za to szwajcarska gorąca czekolada i kot w nogach łóżka, słońce na dworze i cisza w otoczeniu lasu na tarasie. Nieoczywiste piękno ludzkich słów i myśli, śmiech powszedni i mocniejsze uderzenia serca, kiedy śpiewa ktoś nieoczywiście piękny, jak Barbra Streisand.

16 luty 2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *