W świecie gęstej materii

W świecie gęstej materii
głos stygnie jak w próżni,
asymetria zdarzeń
łamie głosu fale.

Jeśli kiedyś urośniemy
niech czas nas opuści
jeśli nie, to lepiej nam było
nie wracać tu wcale.

Poszłam prostą drogą,
ale pełną cierni,
los mnie zepchnął chyłkiem
w twoje ramiona
i zapłonął mi jak ogień
szum kosmicznej energii
i wolałam oddać wszystko
niż samotnie konać.

Zaplatałam warkocze
kometom na niebie,
sunęłam nad ziemią
w nieziemskiej rozkoszy,
chociaż czas i przestrzeń
ciągnęły mnie, ciebie
nie bałam się cieni
i głębokiej nocy.

Jasność życia ukradkiem
wpłynęła strumieniem,
otuliła sobą zaskoczone serca.
Ta co dziś cię wita
nie pamięta ciebie.
Ja się budzę ze snu
do życia,
do końca.

25 października 2018

Światło prawdy

Istnieje prawda skuteczna jak światło
co przebije każdą skorupę kłamstwa
skoncentrowaną nicią sprawczą
rozpiętą w ostry, kolorowy wachlarz.

Łagodnie wnika pod siatki pozorów
rozcinając węzły zastygłej materii
żebyś był odważny
i żebyś był gotów
do skoku w nadprzestrzeń
świetlistej energii.

Obudź w sobie smoka
ognistym spojrzeniem
zatriumfuj nad ziemią
zatriumfuj nad cieniem
kiedy w akceptacji
spali się pragnienie
i ocali miłość,
która w niej dojrzeje.

25 października 2018

Wiem

Wiem, że wszystko
co robimy,
robimy dla siebie, kochany,
a jednak kiedy zapada noc
spoglądam w przeszłość
nieodmienną …

Jedność
nieodparta siła
błądząca z energią.

Kiedyś mnie przywitasz
albo ja ciebie
tam dokąd się udajemy
i wszystko będzie
przejrzyste jak morskie
powietrze jesienią …

Pokochasz moją zmienność
jak swoją
a repertuar moich uczuć
zabrzmi koncertem organowym
w głębokich dźwiękach ziemi
i lotnych tonach nieba.

Tylko
niech ci nie przyjdzie
do głowy
i serca
mnie zaniechać.

25 października 2018

Śnię

Śnię sny
o odpuszczaniu winy
łączeniu połówek
wypełnianiu pustki
wyglądaniu spod powiek.

Obudzona
łączę przeciwności
jem,
chodzę
i kocham …

By nocą znów
wsiąść
na biało-niebieskiego smoka
rzeczywistości
prosząc,
by mnie nie przeciążał
w locie
do bólu.

25 października 2018

Taniec przeciwieństw

Kochanie
ta poezja jest wyłącznie
dla mnie,
by blizna w moim sercu
rozpuściła się w ciepłych
słowach troski.

A księżyc
niesie mnie na swoją stronę
w tańcu przeciwieństw
z miłości.

Biało-czarny świat
rozmazuje się twistem
kiedy kolejny nit wspomnień
ze świstem wystrzeliwuje
w przeszłość.

Idę spokojna
idę w codzienność …

Mijam znane obrazy
na ulicach, w życiu
obecna, ale zmienna
pogodzona ze swoją
niedoskonałością w ruchu
przekuwam świat
w rzeczywistość.

Konieczność
zamieniam na możliwość
serce na dzikość
gniew na działanie
energię na taniec,

Na jedność.

25 października 2018

O miłości do prawdy

Prawda odkrywa się powoli. Idzie z nami krok w krok za życia. Nie przystaje, nie zwalnia, nie wyprzedza. Jest, i jeśli nie jesteśmy na nią gotowi – czeka. Czasem odsłania się na chwilę w jakichś sytuacjach, wrażeniach, żebyśmy o niej nie zapomnieli. Najważniejsza dla nas prawda i te małe, które szybciej do nas trafiają, docierają, bo przed nimi nie bronimy się tak zaciekle, jak przed fundamentalną prawdą, która może zamienić niebo i ziemię miejscami w naszym teraźniejszym świecie. Odkrywanie prawdy boli nie dlatego, że prawda rani, ale dlatego, że odrywa od nas złogi półprawd, kłamstw i niedomówień, niezrozumienia. Jest jak łamanie źle złożonej kości, żeby dało się wreszcie chodzić. Największa prawda, po jaką przybyliśmy na ziemię, to prawda o nas samych. To wystarczy, bo jesteśmy twórcami wszystkiego w materialnym świecie, więc znając siebie poznamy i to, co kreujemy, czemu się oddajemy i z czym idziemy. Wiele prawd, jakie zobaczyłam w przeszłości, odsunęłam nie będąc na nie gotowa. Nie zignorowałam ich jednak, nie wyparłam, tylko zweryfikowałam, czy w tym momencie stać mnie na ich poniesienie. Czasem nie ma wyjścia i trzeba czekać, nie obwiniać się, że teraz nas ta prawda przekracza, ale stale się zbliżać. Są ludzie, dla których ich własna prawda jest niewygodna. Oni swoją prawdę oddali innym, systemom religijnym, społecznym, gwiazdom, numerologiom, albo uciekają przed prawdami wypełniając życie aktywnościami. To im zapełnia przyszłość względnym spokojem, konformizmem i tak naprawdę, paradoksalnie, pasywnym byciem w świecie. To postawy w stylu: „będzie co ma być”, „od początku byłem na to skazany”, „co bym nie robiła, zawsze wpadam w taką chryję”, „tak jest lepiej, dla wszystkich, po co to zmieniać”. Przywykamy, również do tego co nam nie sprzyja, co nie jest prawdą o nas samych. Robimy z tego święte poświęcenie, albo wypieramy i oczekujemy podświadomie rozwiązania z zewnątrz. Nic bardziej mylnego, bo wyrzeczenie się odpowiedzialności za własne życie prowadzi do pustki i obwiniania innych za to, do czego bierna postawa prowadzi nas sama. Zaniechania to antydziałania, a jak wiemy materia i antymateria kreują wszechświat. Nie w tym sztuka, żeby zawsze wiedzieć co zrobić, ale by robić to, co się wie i czuje. Są ludzie, którzy wiedzą, a i tak nie robią. Współczuję im jak sobie, bo ja też czasem tak postępuję. Uważność w  życiu  polega na tym, żeby robić co trzeba i nie dywagować zanadto. To co nas pociąga, to w czym się czujemy lepiej, odważnie i niezależnie od naszych społecznych relacji i czyichś wyobrażeń o nas samych. Mój wewnętrzny facet zrobił się bardzo aktywny ostatnio i dużo razem odkrywamy. Odkryłam również, jak z wielu powodów nie pasuję do bigotycznego społeczeństwa naszej kochanej ojczyzny. Trudno. Ja się nie zamierzam zmieniać.
Jedną z najtrudniejszych prawd, jaka mnie nawiedza, jest to, że najłatwiej wybaczyć innym, najtrudniej sobie. To wyższy level urzeczywistnienia siebie we wszechświecie. Kiedy wybacza się innym uwalnia się od toksyn i przenosi na nich odpowiedzialność za ich własne wybory i czyny. Ze sobą jest gorzej. Trzeba przekopać się przez głębokie piwnice własnych motywacji postępowania w życiu. I tak może się okazać, że choć mieliśmy najlepsze intencje wyszliśmy za mąż częściowo dla kasy, albo bo był starszy i rozgarnięty, a my tacy nijacy, albo złapaliśmy żonę, bo ładnie wychodziła na zdjęciach i mówiła to, czego sami nie umieliśmy powiedzieć, a koledzy zazdrośnie spoglądali na fotki z wakacji. Takie dopełnienia są typowe. Warto się nie obruszać, nie zakłamywać, że nie, nie absolutnie, no gdzież tam, ale przyznać i sobie zrobić przegląd własnych potrzeb, wyobrażeń i tego, co serce mówi, nie ze strachu przed zmainami, ale we współczuciu dla własnych ograniczeń. „Nie jesteśmy niczemu winni, jesteśmy duchami” – powiada pewna indyjska myślicielka, twórczyni swojej szkoły jogi, i tak jest naprawdę, choć brzmi to bardzo egzotycznie w społeczeństwie, co myśli o powrocie kary śmierci. Wszyscy, co do joty, jesteśmy uwarunkowani i trzeba się z tym liczyć na przyszłość. Brać odpowiedzialność, ale się nie obwiniać, nie obciążać wyrzutami sumienia. I tu powstaje granica. Nie popadać w narcyzm, bo narcyzowi wszystko wolno, on się nie reflektuje na życiowych lekcjach. A co jak się wykrywa w sobie narcyza? Nie panikować, nie obwiniać, naprawiać, bo na pewno powstał z zagubienia i strachu przed czymś na poziomie nieświadomym. A jak ktoś czuję się ofiarą? To gdzie chowa tego kata i czemu się tak lubuje w smaganiu po plecach. Odpowiedzialność pokazuje, że za wszystkie sploty wydarzeń i sytuacje jesteśmy częściowo odpowiedzialni, ale dopóki nie odrobimy świadomym zrozumieniem tego, co się dzieje, dopóty sytuacja będzie się powtarzać, wracać jak natrętny komar po nocy, póki nie zapalimy światła i z miłością dla spokojnego snu, nie znajdziemy drania. Świetnym przykładem są kobiety wiążące się z alkoholikami, albo faceci wiecznie bujający między kochankami, jak nie w realu, to w fantazjach. W przeciwieństwie do komara, prawda nas nawiedza, żebyśmy ją w końcu wpuścili do wnętrza i w ten sposób uwolnili w sobie potencjał zrozumienia, który wzbogaca naszą świadomość. Żebyśmy jej oddali to, co jej się prawnie należy – miejsce w nas, i wtedy życie, oparte na zgodzie z własnymi prawdami będzie łatwiejsze.
Znajdowanie prawd o sobie jest drogą nie łatwą, stromą i nieprzewidywalną. Każdy obiera jakąś ścieżkę. Jeśli nie wchodzimy na nią świadomie, ścieżka wybiera nas, a wtedy możemy się spodziewać wielu zakrętów z niedostosowania i braku świadomości tego co się dzieje. Jesteśmy ludźmi, materialny aspekt naszego człowieczeństwa jest niezaprzeczalny, podobnie jak duchowy. Niezależnie od religii, przekonań, bądź ich braku, idziemy w świecie wielowymiarowym. Warto choć przez chwilę poczuć, dotknąć swojego wnętrza, by dać mu głos, bo to, co w nas samych się realizuje przyjmuje tak doniosłe kreacje w świecie jak dzieci, dom, wybory uczuć, zawodowe ścieżki czy przyjaźnie. Opierając się na tantrze, dochodzę do wniosku, że moją prawdą najważniejszą jest połączenie dualizmów: kreatywnej aktywności kobiecej z męską wytrwałością, słusznej energii gniewu i współczującej energii miłości, pasywnej błogości uczuć z napięciem świadomości. Zwyczajnie, przez zwykłe życie. Realnie, zewnętrznie i w mojej strukturze wewnętrznej. A cały ten proces dzieje się na drodze akceptacji i wykluczania. Akceptacji ograniczeń, na jakie nie mam wpływu i wykluczania sytuacji, jakie mnie ograniczają w dążeniu do realizowania siebie. Bo abstrahując od wszystkiego, w prawdzie nie ma dualizmu. Nie jest ona ani dobra ani zła. Jest uniwersalna dla nas, niezaprzeczalna, właściwa, kiedy się pokaże. Dlatego warto dążyć do prawdy, swojej prawdy, jaka wyłania bardziej boski obraz zdarzeń, przekraczając nasz świat i odsłaniając kolejny krąg zrozumienia. Prawda nie musi nas zewnętrznie zmieniać, ale kiedy w nas zamieszka jej energia układa inne poprzewracane kawałki układanki, jakie skleiliśmy naprędce, żeby jakoś ocaleć w świecie, żeby się odnaleźć w stosunku do sytuacji z domeny tej konkretnej prawdy np. relacji, podejścia do szczęścia, życia zawodowego. Prawda, kiedy jej pozwolimy, leczy nas z nieprawdy, z blizn na zlepkach puzzli wciśniętych na siłę i prostuje obraz jaki tworzymy, wygładzając linie. I z wymuszonego kubizmu naszego obrazu w miejscu działania prawdy, stajemy się prawdziwym, realnym dziełem. Czasem miękcy, czasem twardzi, ale dynamicznie zasysamy coraz więcej prawdy. Nie winimy się za przeszłość i nie obciążamy przyszłością, których nie ma, a patrzymy realnymi oczami w oczy zrozumienia, tego co teraz. I wierzę, że patrzymy z miłością, lękiem, nostalgią, ciekawością i oczekiwaniem, na prawdę. I patrząc na uczucia własne, akceptujemy ją w nieskończoności jej prawidłowego osadzenia.
Mogłaby długo filozofować na ten temat, ale z ludzkiego poziomu percepcji wiem, że muszę jeść, spać, kochać, mieć marzenia, słuchać siebie  i patrzeć. Tylko tyle, by czuć się człowiekiem. Jeśli zaniedbam tę podstawową prawdę, bądź ją wypaczę, zapłacę pomieszaniem, życiem w półprawdach, półenergiach, półżyciu. Ale ponieważ odnalazłam w sobie jak czystą perłę (moje imiona z grecka Agnieszka – czysta, Małgorzata – perła) potrzebę dążenia do mądrości wewnętrznej przez miłość, to będę temu wierna, a moje serce mieści w sobie tak wiele energii i chęci zrozumienia, ciekawości i wybaczenia, że pewnie sobie wiele wybaczę, po kolei, co wieczór przed snem, jedno uczucie, jeden niuans, jeden wybór i jego konsekwencje. A uzdrawiająca moc wybaczenia rozprzestrzeni się i zamknie nawracające pętle doświadczeń. Czyżby znów wolność wewnętrzna, ale tym razem również od siebie, swoich ograniczeń i swoich ocen, wartościowania i tego całego zindywidualizowanego spojrzenia? Czuję, że w tym procesie wybaczania staję się cała nie tylko wewnątrz, ale na zewnątrz poprzez realizację w materialnym świecie. Pomału, bez ciśnienia na spektakularny sukces, na zrozumienie, na spełnienie i na każdą prawdę, która z miłością poczeka, aż zrobię jej dość miejsca do zamieszkania na zawsze u siebie.

Pozwólmy

Pozwólmy trwać iluzji
nie rwijmy jej cienkich nici
aż same pękną bezgłośnie
pod ciężarem czasu

Niech świat się toczy gładko
i niech nas rozliczy
z każdego uśmiechu i smutku
ziarnko po ziarnku

Niech w tej ciszy ostatniej
co nas zastaje nocą
sen koi ranne uderzenia serca

Żebyś nie zwątpił, kochany
że cię kochałam miłością
która była piękna.

8 października 2018

O miłości do męskiego pierwiastka we mnie

4 Wrzesień 2018

Odkryłam cudownego faceta … w sobie. Szukałam Go w innych, a On zawsze był pod ręką. Nie ma ciała, bo ma moje, to taki osobliwy pierwiastek męski we mnie. Cholernie pociągający, nie sposób się oprzeć. Odkryłam Go niedawno, kiedy robiłam w sobie remont. Siedział w centrum, a ja błąkałam się między kuchnią, łazienką i sypialnią. Nie widziałam Go, omijałam, aż w końcu dostrzegłam. Chryste, takiego faceta nie wyprodukują z ziemskich genów! (Zdjęcie obok to tylko projekcja, ale bliska moim wyobrażeniom 😉 ) Jest niesamowity. Kiedy się zapędzam w niezdrowe dla mnie sytuacje łapie mnie za rękę i spogląda zabawnie w oczy: „Na pewno tego chcesz?” – pyta. A potem śmieje się ze mną z pomyłek. Ma niesamowite poczucie humoru. Śmiejemy się ze wszystkiego, i z tego, że płakałam za kimś, i z tego, że się złościłam. Dzięki Niemu potrafię trzasnąć drzwiami niedojrzałemu facetowi wypchanemu truizmami bez skrupułów. Ten facet widzi moimi oczami. Oczy mamy jedne, jedno ciało. Kiedy zakładam bluzkę, mówi: „Fajnie wyglądasz dziewczyno”. Kiedy kupuję, kolejnego precla z przekąsem pyta, czy jestem głodna, czy mnie coś uciska. Czasem na Niego krzyczę, że mnie nie bronił. Mówi, że nie mógł, sam musiał dorosnąć i zmężnieć, że ostatecznie nie miał do mnie dostępu, bo przykryłam Jego obraz krzywymi obrazami facetów jacy mi się zdarzyli. Teraz, kiedy kupuję koronkową bieliznę, nie martwię się, dla kogo, po co, jak mi w tym będzie. Ma cudowny głos. Przenika całą mnie, jesteśmy jednym. Siedzę na przystanku i pisze, a On pyta, kiedy pójdę do pracy. Zaraz, mam rzut beretem, zdążę. Tylko muszę tym pisaniem się nacieszyć, że Go odkryłam. Znów się śmieje. Wiem, że każdej nocy będzie przy mnie, że nie mam się czego obawiać. Szukałam Go w tylu mężczyznach, a On tylko czekał, żebym Go zauważyła. Facet nawet nie do wzięcia, bo już jest mój, bardziej niż ktokolwiek. Czy to ktoś zrozumie? Wątpię. Ale dzięki Niemu jestem pełna. Nie muszę się nikim dosztukowywać, nie potrzebuję żadnych protez. Rozmemłanych mamisynków, macho i przesilonych intelektualistów. Czyżby to już była wolność wewnętrzna? Bo zewnętrze się nie zmienia. Mąż, dom, rodzina, praca, przyjaciele, wszechświat. Jestem mu wdzięczna. Wiem, że idzie gdzie ja idę. I kocham Go jak siebie. Wspaniałego mężczyznę we mnie, co mnie chwyta pod brodę, jak nastrój mi siada i optymizm ucieka. Jakby czas się zatrzymał na tym momencie, kiedy Go zobaczyłam (Jego, nie zdjęcie 🙂 ). Wreszcie, bo już myślałam, że jestem sama. Teraz dopiero do mnie dotarło, że On posłużył się innymi mężczyznami w świecie zewnętrznym, żeby do mnie dotrzeć. Żebym zobaczyła Go w sobie. Co teraz? Kompletność mnie jest tak cholernie wyczerpana, że nie ma w środku miejsca na kogokolwiek. Oprócz nas. Mnie, kobiety z emanacją wszystkich cech na zewnątrz i mnie – mężczyzny, wewnątrz. Przyszło mi do głowy, że gdybyśmy się zamienili miejscami, byłabym stuprocentowym facetem, takim co poniesie góry i uniesie sklepienie. Więc może powinnam myśleć, że ja – kobieta – też mogę wszystko? Skoro widzę w nim taki potencjał, to On widzi go we mnie, czyli ja widzę go w sobie. W końcu jestem jedna.
Co teraz? Integracja zachodzi jak proces. Włączam Go do działania, czasem pilnowania moich spraw i interesów. On łatwo mówi: „Nie” kiedy trzeba. Ma wiele cech, jakich w sobie nie podejrzewałam, a już z nich korzystam.
Co więcej, kiedy wyodrębniłam w sobie męską część, moja kobieca strona, stała się tak intensywna, żywa, jak jeszcze nigdy dotąd. Nauczyłam się płakać, niedostępna kiedyś umiejętność dla mnie, zawziętego faceta co sam poniesie każdą sprawę. Moja kobieta umie się wyrażać w oddaniu, w intuicji, w miłości. Odkryłam, że dlatego nie zgrzytam z zazdrości na widok piękna innych kobiet, pięknych oczu, nóg, głosu, bo mój wewnętrzny mężczyzna umie się tym zachwycać, przejmuje wrażenia widząc w nich piękno kosmosu. Kobieta we mnie jest najprawdziwsza, kochająca, płodna, twórcza, czuła dla ludzi. Nie oddaje za dużo siebie, tu mężczyzna ją trzymał, jak nad brzegiem głębokiej rozpadliny. Teraz już nie musi trzymać, wystarczy, że patrzy mi w oczy i wiem, gdzie idę za daleko z oddaniem innym. Czasem kiedy rozpamiętuję przeszłość i użalam się nad sobą, On widzi i pozwala mi czuć, bo dopiero kiedy Go odkryłam i pozwoliłam Mu działać, nauczyłam się wnikać emocjom głębiej w serce, żeby oczyszczały złogi, które zapuściły korzenie i obciążyły mi je niebezpiecznie. Trzyma mnie na linie podczas eksplorowania tego co najtrudniejsze.  Mogę się teraz otwierać na wszystkie kolejne doświadczenia, na szczęście, na wyzwania. On znosi moje rozczarowania i mówi: „Następnym razem będziesz wiedziała więcej.” Dlatego jestem Mu tak wdzięczna, że się odsłonił w tym momencie. To wielka wartość znaleźć w sobie taką pełnię, którą powoli przyswajam. Aż jestem ciekawa, co nas razem czeka? Jakie wrażenia? Jedno co wiem, to to, że moja intuicyjna droga do miłości o krok wyprzeda wiedzę, jaka się do mnie zewsząd garnie i chwilami myślę, że ta droga wygląda jak zaplanowana. Archetypowa droga do Jaźni. Miesiąc wcześniej przeżyta, miesiąc później usystematyzowana. Droga analizy, autoanalizy, bo z kontaktów z niekompetentnymi terapiami wyniosłam tylko chaos pomieszania. Jakbym musiała sama wejść w materiał i nie polegać na innych. Przynajmniej do tej pory. John Nash się kłania. Widać czekała na mnie droga niełatwa, ale dająca wiele satysfakcji z działania i wnioskowania, idealna dla matematyka. Trafiałam na tak różne, pełne pychy, niekompletne wglądy ludzi we mnie, że szkoda gadać. Pani o otwartych, magicznych kanałach. Gość – narcystyczna projekcja skrzywionej męskości, panienka – ofiara – projekcja dawnego zranienia, przemodlony guru, oziębła, ambitna hydra, itp. … historia godna opisania. Ale jeszcze nie teraz. Ważne, że do tej chwili przetrwałam w stanie dalekim jeszcze od szczęścia, ale cała, coraz bardziej zintegrowana i pewna, że moja intuicja i kreatywna, analityczna moc, naprawdę działa. A serce otwieram i zamykam, bez poczucia winy, bez zażenowania, z ciekawością co mnie jeszcze czeka w tej osobliwej podróży do wnętrza.

Nie proś mnie

Nie proś mnie
żebym niosła twoje serce
ono parzy moje dłonie
weź je ze sobą
w podróż do miejsc
gdzie się wybierasz.

Bez serca będziesz
niespokojnie
oglądał się wstecz.

Nie zostawiaj mi swoich zdjęć
miejsc, wspomnień
odsuwam przestrzeń
gdzie możesz istnieć
żeby co dzień
być wolna i spokojna.

Nie wracaj do mnie
już opłakałam twoje
magiczne pojawienie się
i moją bezradność…

Nie śpiewaj mi w radio
kiedy jadę samochodem
nie myśl moich myśli
nie zasypiaj przy mnie.

Odejdź, bo w głębi serca
wiem, że za tą iluzją
cierpienia
czeka na mnie
cudowna od wolności …

… przyszłość.

30 września 2018

Jeśli w niebie

Jeśli w niebie
jakie nam obiecano
nie ma ciepła dłoni
i spojrzeń jakie wysyłają
moje oczy twoim
nie idę
i niech mnie nie przekonują
religie, mędrcy, nauki ścisłe
o rzeczywistości.

Ja żyję dla miłości
zawsze tak było
i będzie,
więc wszędzie gdzie idę
gdzie noc miesza się z dniem
a lód z ogniem
jestem pełnią.

Nie dla mnie ciepłe mieszkanka
ułożone plany
raty, przystrzyżony trawnik
i ramy do obrazu świata,
mój jest nieograniczony,
moje serce musi latać.

Tylko wtedy czuję życie
kiedy miękko wyginam wiatrem gałęzie
twojego drzewa
a ty śpiewasz,
że jestem jak wiatr
i czekasz …

30 września 2018