– Kiedyś chciałam być wyjątkowa – powiedziałam do Kozy.
– A po co? – odpowiedziała żując łańcuch na choince.
– Nie wiem. Wydawało mi się, że to będzie atrakcyjne.
– Dla kogo?
– Dla mnie, dla innych … – zatrzymałam się nad nieoczekiwaną pustką. – No i, że będę robić wyjątkowe rzeczy. Chciałam być kosmonautką.
Koza przewróciła oczami błyszczącymi elektryzująco od choinkowych światełek i łypnęła łakomie na kabel.
– Tego nie jedz. To ci zaszkodzi.
– Ale jaka będę od tego wyjątkowa – powiedziała przemądrzale Koza i zabrała się za słomiane gwiazdki.
Jestem przeciętna. Nawet tam gdzie wystaję w statystykach, czyli np. przy liczbie dzieci, jestem tylko względnie wyjątkowa. W Indiach, Afryce mają ich więcej. Jestem przeciętnie wysoka, otyła, urodziwa, stara. Wiele tu się może pojawić cech i określeń. W systemie społecznym jestem kropką na wykresie badań demograficznych instytutu miar i jakości. Lubię cicho siedzieć w kącie i współuczestniczyć. Głośno się śmieję, szczerze, z czyichś żartów, bo mój dowcip kuleje, ale bardzo doceniam jak kto go ma, i to w najróżniejszych odcieniach od sarkazmu i black humor po naiwny suchar. Ubóstwiam sprzeczności i przyglądanie się tabu. Fascynują mnie tarcia w naszych systemach wartości, również te mówiące o wyjątkowości.
Często spotykam się z takim poglądem, że wyjątkowym jest być warto, a nawet należy. Ta promowana postawa tak się upowszechniła, że jest niekwestionowaną zasadą społecznego życia. Dążenie do wyjątkowości w wyniku walki z innymi o laury stało się kanonem naszych społecznych wartości. I jak każdy kanon jest wartością wyobrażoną, która zaistniała w naszym systemie przekonań, że poprzez wyjątkowość rozwijamy się jako zbiorowość. Oczywiście istnieją takie jednostki, o wyjątkowych talentach i możliwościach, i mają potencjał do zrobienia skoku w przyszłość i poszerzenia naszej rzeczywistości o nowe zdobycze intelektualne, filozoficzne, technologiczne czy medyczne. Większość z nas jednak jest przeciętna, ale w tym ludzkim garncu pretenduje do bycia wyjątkowym, bezrefleksyjnie, lecz w zgodzie z przekonaniem, że czymś się musimy w końcu odróżniać od całej reszty, choćby to miało być najbardziej niepokojące i niezdrowe, tak jak kabel pod napięciem połknięty przez Kozę. Dążenie do wyjątkowości w skrajnym przypadku kończy się zejściem ze sceny, jak youtuberów z długiej listy bohaterów z nagrodą Darwina. Ale lżejsze wersje tej społecznie nieświadomej fascynacji wyjątkowością zdarzają się wszystkim na różnych etapach życia. Przyciąga nas i nęci, a to wyjątkowa profesja, a to kreacja, a to hobby, a to fotka na instagramie. Wyjątkowa kobieta, w wyjątkowym miejscu, z wyjątkowym uczesaniem objęta wyjątkowym bicepsem. Znajoma umieściła zdjęcie jak płacze po obronie syna. I ludzkie, i wyjątkowe jednocześnie. Inni się tylko śmieją do aparatu. Wyjątkowość może się też pojawiać w sposób zaprzeczony, kiedy udajemy, że nie bierzemy udziału w wyścigu do wyjątkowości, jak ci, co nie mają dostępu do mediów społecznościowych, bo uważają, że jedynie oni nie dali się nabrać i zagonić do wspólnego stada pod but globalnej kontroli umysłów.
Bycie zwykłym w naszych czasach to nie lada wyczyn. Nie być specjalistą od piłki, albo polityki, nie mieć najlepszego samochodu i najlepszych fotek z wakacji, nie robić asan, nie być na diecie i nie jeździć rowerem. A w ogrodzie maki zamiast japońskiej flory, bo same wyrosły. Gdyby mi ktoś w 1990 roku powiedział, że ludzie rozsyłać będą zdjęcia swojego jedzenia, cóż … nie uwierzyłabym. A jednak, sama je umieszczam 🙂 Wyjątkowe jedzenie w wyjątkowej sytuacji z wyjątkowymi ludźmi w wyjątkowej kreacji. Bo zwykłe nudzi i nie przysparza blichtru świecącego prosto w oczy od jakiego powoli ślepniemy na zwykłe kolory.
Lubię swoją zwyczajność, bardziej niż cokolwiek wyjątkowego. Mój dzień kiedy po prostu jestem zwyczajnym człowiekiem. Czasem moją niewidzialność, w którą nikt nie zagląda. Kiedy piszę i publikuję, zawsze mam opór wychodzenia z wygodnej przestrzeni mojej nieobecności wśród ludzi. W zwyczajnym świecie codzienności ciężko być wyjątkowym, publiczność do tego jest potrzebna. Dlatego taką furorę zrobiły media, na które raz po raz się łapiemy i podświadomie oceniamy co jest zwyczajne, a co wyjątkowe.
Nie lubię być oceniana, wolę być sobą bezwymiarową, bez odniesienia do innych ludzi podobnych, albo różnych. Przy naszej społecznej obsesji w dążeniu do wyjątkowości wolałabym żebyśmy po prostu byli tylko różni. Różne kobiety o różnej sylwetce, w różnym wieku i z różnymi doświadczeniami. Różni mężczyźni o różnym wzroście w różnych pojazdach z różnymi życiowymi celami. Różni ludzie w różnych domach przy różnych stołach w różne dni tygodnia mówiący o różnych sprawach, albo milczący ze zrozumieniem i szacunkiem dla naszej różnorodności w metrze, kinie, na ulicy, w kościele. I takie jest moje osobiste przekonanie, które wypróbowałam i ono mi służy, że nikt nie jest wyjątkowy, niezwykły, wszyscy jesteśmy po prostu różni.
