Przyszła zima i wszyscy chowają się w ciepłych domach. Z rzadka wychodzę na tango, ale za każdym razem kiedy jestem na milondze z coraz większym przejęciem doświadczam tam piękna kobiet. Tangowe kobiety są jak rzadkie, egzotyczne, barwne ptaki. Nie chodzi tylko o strój, wyszukany, dopasowany albo puszczony swobodnie dołem, podążający za każdym tangowym krokiem. Widzę jak bardzo tango zmienia kobiety w soczyste, wyprostowane, magiczne istoty i podziwiam.
Podziwiam te sukienki, albo spodnie, topy, błyszczące, z wycięciem, prześwitem, kolorowe, monochromatyczne, z cekinem albo blade jak ciało, przydłygie, lejące się materiały, obcisłe marszczone spódnice i te rozkloszowane jak szaty derwisza. Plecy gołe albo przykryte koronką, tu rozporek, tam falbana, błysk metalizującej mini, nieskończoność stylów, trendów i osobowości. Widzę jak kobiety rozpuszczają, albo spinają włosy, kwiaty, naszyjniki, maleńkie albo wielkie, wiszące kolczyki muskające nagie ramiona, pióra, kamienie i szkiełka błyszczące zaproszeniem z drugiego końca sali jak lśniące cabaseo. I te twarze, delikatne albo mocne makijaże, uśmiech, tajemnica, subtelność, naturalność, wdzięk.
I, tak dla porządku Panowie, jestem pewna, że kobiety w tangu nie przyozdabiają się dla Was, choć z tej feerii piękna możecie korzystać patrząc i podziwiając jak ja, i oczywiście tańcząc. One ubierają te niesamowite rzeczy dla siebie, wyrażając siebie, wydobywając tę soczystą, barwną kobiecość swojej unikalnej osobowości i uwypuklając niesamowite zjawisko swojego istnienia w przestrzeni codzienności, gdzie jest zwykle trochę szaro, płasko, pełno obowiązków i niepokoju. Kwitną w tangu jak dzika, nieustępliwa roślina na pustyni tej zagmatwanej rzeczywistości zewnętrznej w jakiej żyją, a tango poi ich wdzięczne kwiaty.
Staję czasem przed lustrem i myślę, czy rozporek nie jest za wysoki, albo dekolt za nisko. Czy odkryty brzuch to przesada, może kok dla wygody albo puścić tę burzę włosów na swobodę? Nie myślę wtedy w kategoriach piękna tylko wygody, tej zewnętrznej, czy nie zaczepię obcasem o róg ogona, i tej wewnętrznej, czy taka, jaką siebie widzę jestem dla siebie mentalnie wygodna. Czy mam ochotę wbić się w kombinezon zapinany pod szyję czy pójdę raczej w przyciągający uwagę brokat? Widzę te swoje kobiece krągłości i płaskości, i wiem, że większość z nas pewnie wiele razy chciała, żeby tam, gdzie krągło, powstała płaskość, a na płaskości jakaś wypukłość wyrosła, wytrenowała się, albo objawiła pod odpowiednim ubraniem. I niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co się nigdy nie krytykował, ale w lustro, żeby nam zbytnio nie odbierało pewości siebie, bo kiedy tańczymy z odpowiednim partnerem krągłość odnajduje wygodne wgłębienie a płaskość oprze się na silnej ścianie, bo dynamika naszego ciała nie ma nic wspólnego z jego kształtem, wzrostem i ciężarem. Kiedy kobieta wchodzi na parkiet stopy niosą ją solidnym oparciem i przyznam się, że czasem tylko na te stopy patrzę, jak zbierają energię z podlogi, z ziemi i niosą w ruch, w złączenie. Ach te buty, oszaleć można jak piękne są kobiece stopy w tangowych butach, jakie kształtne, jak eleganckie. Możnaby esej o takich butach na poczekaniu wysmażyć.
Powstrzymam się zawczasu, a raczej powiem o tym, jak te piękne kobiety wchodzą na salę, w tych strojach niecodziennych, wyjątkowych i jak prostuje im to plecy, jak stają pewniej na całych stopach w gotowosci, jak spoglądają na mężczyzn w całej okazałości swojego potencjału i światła, czasem jeszcze niepewne, wycofane, gdzieś po bezpiecznych rogach, za filarem, a niekiedy na pierwszej linii, w środku z taką pewnością siebie na jaką je stać, bo każda przysła tu, żeby dziś wieczór, od nowa poznać samą siebie i podzielić się tym z innym człowiekiem. A potem tańczą rozsiewając piękno po sali jak drobny, gwiezdny pył. Jak się nie zachwycić, jak o tym nie pisać, kiedy to takie wybitne zwycięstwo nad brzydotą, prostotą i chamstwem, nad podziałami, nad racjami i opiniami, nad schematycznym widzeniem kobiet w społeczeństwie, ich roli, obowiązków i miejsca. Na tej sali delikatnych świateł są po to, żeby się bawić, cieszyć i siać ten pył piękna dopóki muzyka unosi je nad parkietem, a partner świadomie prowadzi.
I kiedy cichnie muzyka, a zima pyszni się za oknem, po skończonej milondze wracamy do szatni, kobiety w cekinach, aksamitach, satynach, w błyszczących w świetle kolczykach, spinkach, naszyjnikach, rozgrzane całym tangowym wieczorem i uśmiechnięte, rozbawione naciągamy na siebie grube, ciepłe rajstopy, swetry, szaliki i czapy, wsuwamy stopy w duże zimowe buty i pod przykryciem palta wychodzimy na ulice w drodze do domu, gdzie nikt nawet nie przypuszcza, że pod tym zwojem zimowego kłębowiska ubrań kryje się, barwna, elegancka, zjawiskowa Kobieta Tangowa. Ale wystarczy spojrzeć jej głęboko w oczy, gdzie cała magia się wydostaje i rozpala zamrożone, ciche ulice, tramwaje. I chyba tego należy nam wszystkim życzyć, aby ich było jak najwięcej na tej ulicy, nawet jak są ukryte i niewidoczne na co dzień – Kobiet zwanych Pięknem, Piękna Tangowych Kobiet.
