Niełatwa sztuka zajmowania miejsca

Dzień Kobiet minął mi na tańcach w przepięknej Toskanii. Przetańczyłam go zupełnie nie zauważając tego święta. Sala wypełniona zapatrzonymi w siebie ludźmi, atmosfera nieustannego celebrowania życia, obecności, ruchu, fenomenalnej muzyki, rozmów, a nawet jedzenia, wszak to Włochy, jedzenie to fundament nie tylko zdrowia, ale i szczęścia. Na tak wysokich wibracjach żadne międzynarodowe dni świętowania nie dały rady się przebić do mojej świadomości zajętej całkowicie i nieodwracalnie tylko tangiem. W przyszłym roku pewnie znów się wybiorę na „La Toscę” i jeszcze pooglądam pobliską Florencję, ale już teraz z czystym sumieniem mogę polecić tę imprezę wszystkim tym, którzy w imprezach tangowych cenią nie tylko poziom tanga, ale całokształt.

Wracając z Toskanii, podróżowałam na raty najpierw do Pizy, potem do Krakowa, a na koniec do Warszawy.

I tu, pojawiła się ciekawa sytuacja, która zainspirowała mnie do napisania czegoś po Dniu Kobiet, ale w Dniu Mężczyzn. Wsiadłam do prawie pustego samolotu i podążyłam do swojego miejsca w 13-tym rzędzie przy oknie. Okazało się, że na miejscu obok, od strony korytarza, siedzi już postawny pan w średnim wieku, zdjęta marynarka wisiała przed nim na haczyku. Kiedy podeszłam i poprosiłam, żeby mnie przepuścił do mojego miejsca, spojrzał na mnie z wyraźną niechęcią i zaskoczeniem. Tak, samolot był pusty, ale ja chciałam siedzieć na swoim miejscu i czekałam, aż wstanie. W końcu zwlókł się z aż nadto widocznym fochem, choć buzię trzymał na kłódkę i pozwolił mi przejść. Usiadłam nie robiąc sobie nic z jego nastawienia i pomyślałam, jak łatwo jest mężczyźnie zdecydować, że ktoś ma się podporządkować jego wybrażeniu i, z jakim lekceważeniem i brakiem zrozumienia spotykamy się jako kobiety, jak chcemy coś robić po swojemu.

Podczas startu siedzieliśmy obok siebie, aż w końcu, po osiągnięciu pułapu i wyrównaniu samolotu, pan się zreflektował, wstał, zabrał bambetle i przesiadł się za mnie do wolnego rzędu. I tu pojawia się prosta choć nieoczywista dla wielu mężczyzn i kobiet refleksja. Nikomu nie musimy jako kobiety ułatwiać życia, zapewniać wygody, czy spełniać czyichś wyobrażeń. Siedzenie na swoim, wykupionym, przynależnym miejscu jest naszym niezbywalnym prawem, niezależnie od tego, czym jest to miejsce: fotelem w samolocie, szkołą, domem, posadą, społeczną rolą. Okupiłyśmy to miejsce swoim wysiłkiem i nikt, żaden system, religia, ani trendy polityczne nie mają prawa nam go zabrać, wmówić nam, że mamy się przystosować do innych poświęcić, dla jakiegoś wydumanego społecznego dobra. Człowiek ma prawo zajmować swoje miejsce i tyle, a jak komu nie pasuje, to niech sobie znajdzie swoje własne, bardziej wygodne. To ja określam czy chcę tego, czy innego miejsca. O niektóre trzeba walczyć, pewne są niedostępne, a pewne trzeba wystać, tak czy siak, nie rezygnować dla jakiejś napisanej przez obyczaj, czy społeczne przyzwyczajenia zasady. Róbmy sobie więcej miejsca i szukajmy tych miejsc w przestrzeni, sprawdzajmy czy obecne nie gniecie, czy za bardzo się nie wysiedziało i uciska nas w kręgosłupy. A może to w ogóle nie jest nasze miejsce i warto je zmienić?

Tak więc, spóźnione, ale z głębi serca życzenia dla wszystkich Kobiet i Mężczyzn, a także tych, którzy nie potrzebują żadnej genderowej identyfikacji, po prostu dla Ludzi jako takich, aby znaleźli swoje miejsce, zajęli je i poczuli całym sobą, że to miejsce, miejsce w tym świecie jest ICH. Niech to miejsce będzie nie tylko nam przynależne, ale też niech da nam szczęście, spełnienie, spokój. I takiej właśnie pełnej świadomości własnego miejsca na świecie w szacunku, godności, mądrości i odwadze życzę wszystkim na co dzień, nie tylko w te szczególnie celebrowane święta.