Zaufanie odgrywa w naszym życiu kluczową rolę, jest podstawą ładu społecznego. Nawet wtedy, kiedy nie uświadamiamy sobie tego na co dzień. Zaufanie do instytucji, mechanizmów, autorytetu wyrażające się tym, że ufamy, że świat jakoś tam jest zbudowany i możemy się w nim poruszać w miarę znaną trajektorią. Kiedy robimy przelew, ufamy, że operacja dokonała się zgodnie z naszą intencją, że ktoś/coś zadba w tle o prawidłowe wykonanie naszej woli. Kiedy zażywamy lek, wysyłamy dziecko do szkoły, słuchamy opinii geopolitycznych, albo przewidywań cen paliw, ufamy, że zgodnie z pewnymi standardami, możemy na ich podstawie coś przewidzieć. Lek ma nam pomóc, dziecko ma się czegoś nauczyć, ekspert ma nam dać wgląd w sytuację. Ufamy, że instytucje i autorytety nie kłamią, zachowują standardy, wprowadzają strukturę i porządek, bez którego świat pogrążyłby się w chaosie.
Największym kryzysem naszego obecnego świata jest korozja zaufania. Po wielu nadużyciach u władzy, w instytucjach wpływających na nas globalnie takich jak aparaty państwowe, kościoły, instytucje finansowe, media, zostaliśmy wrzuceni w gorącą zupę niewiedzy i nie wiemy, komu ufać kiedy wydaje się, że wszyscy nas zawiedli.
Żyjemy w czasach nadmiaru, również informacji. Przedarcie się przez gąszcz opinii w celu dotarcia do prawdy staje się drogą ponad nasze siły i dostępny czas. Nie możemy przecież być ekspertami we wszystkim, komuś musimy zawierzyć nasze pytania i ufać odpowiedziom. Świat tak bardzo się skomplikował, że narosła tendencja do jego upraszczania, i tu pojawiło się pole do teorii spiskowych, które choć mroczne i kontrowersyjne, próbują wszystko uprościć do tych „złych onych”, którzy nami rządzą i nie dają dostępu do dóbr, sprawiedliwości i prawdy. Taką teorię łatwiej przyjąć niż pogodzić się ze skomplikowaniem, niewiedzą i bywa, nieprzewidywalnością współczesnego świata. Tak działa „antyszczepionkowość”, która pokazuje, że wystarczy się nie szczepić, czyli oprzeć się jednej rzeczy, żeby uniknąć tysięcy chorób pozornie związanych ze szczepionkami. Uproszczenie, wielce atrakcyjne choć nieprawdziwe.
Akceptacja skomplikowanego świata i jego zmienności to trudna sprawa. Łatwo oskarżyć o wszystko jedną grupę ludzi, żeby uporządkować niepokoje społeczne i wojny. Tak nadal się robi w polityce. A to Żydzi, a to Muzułmanie, a to wykształciuchy, a to wąsate feministki, a to pokolenie Z albo cykliści są winni. I pozamiatane, i hasło gotowe na plakaty. Każdy kto zaproponuje jakieś uproszczenie tego skomplikowanego świata – zyskuje, w polityce, w mediach, w dostępie do prestiżu i kasy. Nie trzeba już ludziom dawać zbyt dużo pieniędzy w ramach kiełbasy wyborczej, wystarczy spróbować uprościć im świat.
Życie jednak pokazuje coraz to nowe twarze zmieniającego się systemu i wydaje mi się, że jako ludkowie nie nadążamy. Nasze zagubienie wynika z nadmiaru również w reakcji. Nie biorę się za medycynę, bo się nie znam. To, że modeluję białka nie oznacza, że coś wiem o leczeniu raka. Jestem ostrożna w wydawaniu opinii, ale pokusa bycia autorytetem jest wielka i wiele osób podejmuje tę ryzykowną dla świata grę bycia ekspertem w każdej dostępnej dziedzinie.
Prawda jest kosztowna. Kłamstwo jest tanie. Wymyśla się je na kolanie i już płynie szerokim strumieniem w internecie. Do prawdy są potrzebne założenia, testy, źródła, dyskusja, czas, wiele głów i wątpliwości. Prawda w naszych czasach wcale się nie broni zalana ściekami kolorowych łgarstw. Po wiekach dochodzenia do prawdy, oświecenia, edukacji i egalitaryzmu, w zastraszającym tempie wkraczamy w wieki ciemności, użytecznych półprawd i elitarności w dostępie do wiedzy.
I jak w tym wszystkim zaufać? Być może trzeba oswoić się z rzeczywistością, której immanentną częścią są gruntowne wątpliwości. W której po prostu nie wiadomo co się do końca kroi. Czy jest to aż tak dalekie od tego co znamy i do czego przywykliśmy, że rzeczywistość jest przewidywalna i umiemy w związku z tym poruszać się w niej w miarę łatwo? Kiedy na chwilę zatrzymamy się w tym pytaniu, okazuje się, że pewne rzeczy zawsze były nieprzewidywalne, zmienne i zupełnie nie mamy na nie wpływu a bardzo na nas wpływają. Jak pogoda, nastroje naszych bliskich, nasze własne. Paradoksalnie to bardziej daje nam do wiwatu niż zmowa koncernów.
Zaufanie, kiedy upada, upada wraz ze strukturą, na której je zbudowano. Erozja może trwać lata dopóki nie pojawi się nowa struktura, która zastąpi dotychczasowy ład. Etap chaosu i dysharmonii społecznej wydaje się nieunikniony. Tam gdzie system oparty jest na zaufaniu do siły, agresji, też podlega korozji i tu akurat pojawia się nadzieja, że taki system, opresyjny, wymuszający też się rozjedzie w szwach. Kto ma jednak, i w jaki sposób tę sytuację uzdrowić? Jak zbudować struktury na nowo tak, aby wzbudzały zaufanie? Myślę, że od najniższej warstwy, od siebie, od rodzin, małych społeczności, gdzie ludzie są blisko siebie i silnie na siebie oddziałują, można zacząć kształtować wartości, które będą budować ufność, takie jak szczerość, wolność wyrażania opinii, akceptację. Na razie zalewa nas fikcyjna wartość społeczna w necie, influenserzy, wujkowie „dobra rada” sprzedający uniwersalne metody na szczęście i dobrobyt. Takie przyczółki, jak nauka, nie mają tuby, by się bronić. Można doznać pomieszania kiedy naukowcy mówią, że coś tam wiedzą, ale jawnie wyrażają wątpliwość i akceptację dla innych teorii niż własne, podczas, gdy „opiniotwórczy” kark wygłasza pewne opinie o świecie w szczegółach i jako całości. Postawa rzetelnej wątpliwości nie uspokaja, nie wzbudza zaufania, ale spójrzmy dokąd zaprowadziła nas ta postawa, jakie technologiczne zmiany nauka nam ofiarowała. Nauka wątpi, dlatego się rozwija. Ufamy tylko temu co sprawdzimy i zgadzamy się na ewentualność błędu. To jest napędem postępu. I ochroną przed łykaniem jak pelikany łatwych teorii. Skoro wiemy, że coś może mieć posmak kłamstwa – sprawdzamy.
W codziennym życiu może to być całkiem udana postawa wymagająca jednak założenia, że „nie wiem” nie jest porażką, jest otwarciem drzwi, jest zaproszeniem do sprawdzenia teorii w praktyce. Gdy się teoria sprawdzi, zaczynamy jej ufać. Naprawdę nie musimy wszystkiego wiedzieć i możemy się pomylić ufając komuś/czemuś. Założenie, że świat jest bardziej skomplikowany niż światowy rząd co nas depopuluje, jest możliwe. Nie oznacza to tego, że wypieramy fakty. One się dzieją, zdarzenia następują, miejmy wiedzę, ale ostrożnie budujmy opinie. I trzeba jeszcze o jednym pamiętać, że nasza opinia, nawet bardzo wyważona, zależy od naszego miejsca siedzenia. Tego nie przekroczymy, chyba, że mamy dość wyobraźni i siły, żeby zobaczyć świat oczami kogoś innego.
Dobrze też wiedzieć, że na różnych etapach życia zaufanie też się zmienia, nie powinno być ślepe, tak jak dziecięce zaufanie rodzicom, zmienia się w dojrzały krytyczny osąd ich postawy. Tak jak rodzić nie jest czarny ani biały, tak sytuacja społeczna. Zaufanie do siebie też budujemy całe lata na doświadczeniach, na błędach, na korektach. Zbudowanie wewnętrznego zaufania leży wyłącznie po naszej stronie. Cały świat to inna bajka. Świat jest areną do trenowania tego zaufania i będzie taki, jakim go potrzebujemy, żeby najpierw zauważyć a potem wyeliminować różne nasze postawy, które nam szkodzą. Nie będzie w nim sprawiedliwości i ładu dopóki będą ludzie, dla których nie jest to wartość. A to czym jest sprawiedliwość i ład, to już inna sprawa, o wiele bardziej pojemna niż się wydaje i bardziej nieoczywista, kiedy się widzi ewolucję współczesnego świata.
Tak więc, zaufać oznacza dla mnie zgodzić się na nieprzewidywalność, na przekroczenie bariery skomplikowania, na porażkę, albo cud, na konsekwencje tegoż zaufania. Żyjemy z dnia na dzień i podlegając tak wielu zmiennym tego świata, nadal oddychamy, przytulamy dzieci i tańczymy tango. Szybka pokusa, że coś nad nami czuwa też jest uproszczeniem. Nie dawajmy się tym uproszczeniom zwariować. Jesteśmy ludźmi i doświadczamy życia, każda nasza komórka działa na naszą korzyść w tym procesie i mamy takie oczywiste zaufanie do tego, że tak się dzieje. Może warto zaufać, że rozwijamy się jako społeczność do nowych wyzwań, a stare, choć już nikomu nie służą, teraz po prostu wychodzą jawnie na wierzch, żebyśmy się mogli przyjrzeć tej toksycznej tkance rzeczywistości i w końcu odrzucić zmurszałe systemy przekonań. Tego nam zresztą życzę, żebyśmy rośli do społecznej odpowiedzialnej dorosłości, w której z szacunkiem i uwagą wysłuchany będzie każdy bez względu na dowolną cechę, pochodzenie i prestiż, gdzie będzie można zaufać rzeczywistości, która będzie się mierzyć z prawdą. Pewnie moje pokolenie tego nie zobaczy, ale zróbmy wszystko co w naszej mocy, żeby epoka chaosu i dezinformacji, epoka ograniczonego zaufania trwała jak najkrócej, żeby nasze dzieci miały szansę zrobić społeczny skok, albo tylko doczłapały w tym powolnym procesie w kierunku harmonii, spokoju i prawdy.
