Pod moimi stopami
wykwita trawa pachnąca
kolorowe motyle
tańczą
w promieniach słońca
do niewidzialnej muzyki
co jak drżenie serca
jest tak samo piękna
jak strwożona

Rozchylam ramiona
i jak rosą
o świcie
zasypuję mój świat
szczęściem
w zachwycie
biegnąc śpiewam, porywam
a wszystko
ożywa, ożywa, ożywa…

Jestem gorąca
jestem płomieniem …

1997.08.04

Pewnej bezksiężycowej nocy
położyłam Ci ziarenko miłości
na piersi
podlałam je czułością
i odeszłam …

Teraz, gdy Cię spotykam
dotykasz słonecznego splotu
i bezwiednie
pieścisz je palcami …

Jest mi wtedy ciepło i miękko …

Powoli zapuszczam błękitne
niteczki korzeni …

14.06.1997

Jeszcze nie wiesz

Jeszcze nie wiesz
co znaczy ciemność w moich ramionach
najczarniejsza, najgorętsza,
niepokorna.

Jeszcze nie wiesz
Jak rozpalić mnie bym stała się
płomieniem
co nasyci spragnione ognia
istnienie
by nad ranem
skonać…
i ożyć w srebrnym od łez
popiele.

Jeszcze nie wiesz
jak brzmieć będzie
spokojna mgieł muzyka
o świcie
nad polami
co świeżością nas ocuci
w pierwszym oddechu
i zwabi
byśmy jak najpierwsi ludzie
w świetle słońca
pląsali.

6.1997

Wiem

Wiem co by było
gdybyś kiedyś odszedł
zamknęłabym oczy
osuwając się w ciemność
zakopana w listach
starych fotografiach
w pustej codzienności
stałabym się wiedźmą.

Po roku obcięłaby,
włosy i paznokcie
nałożyła makijaż
i letnią sukienkę
wyszła na ulicę
by powitać słońce
i ludzkie spojrzenia
obojętne.

I może byłabym trochę
bledsza, milcząca
a może jak tęcza na fontannie życia
tryskała radością
w promieniach słońca.

I tylko czasem bałabym się nocy
ciepłych zapachów
podszytych cieniem
zapomnianych rozkoszy
I pewnie już nigdy
nie umiałabym
wznieść się ponad ziemię
na skrzydłach miłości
ani własnej duszy.

14.08.1997

Pożegnanie

Nie wiem co mam ci powiedzieć teraz
kiedy za oknem prawie świt.
Staruszek los pomieszał nam w papierach
Już nie możemy dalej razem iść.

Nie czuję bólu tylko ta pustka gorąca…
Nie czuję straty choć tracę cię.
Może już jutro oczy podniosę do słońca
I powiem głośno: Jaki piękny dzień!

Cisza, taka smutna cisza
otula nas przed snem.
Przytul mnie mocniej
niż zazwyczaj,
porozmawiajmy
o czym chcesz.

O kolorowych snach na zawsze
spełnionych.
O górach uczuć schodzonych
do krwi.
O świecie, co do stóp rzucony
nie przeszkadzał nam
najpiękniej żyć.

O najważniejszych słowach
i nieważnych gestach.
O tym, że warto i nie warto było iść.
O tym jak trudno jest rozerwać
dłonie,
gdy jeszcze się ciepło w nich tli.

23.06.1997

Po co

Po co nam było
budować chwilowe
zamki na lodzie
by je potem stopić
naszym własnym chłodem?

Po co nam było
tak przecierać szlaki,
które donikąd
nas nie doprowadzą
w ten czas nijaki?

Po co nam było
tak dobierać słowa
tak czule szeptać
tak czule całować
spalać wciąż od nowa?

Dla tych ot, Motyli
co za sto lat nocą
ożywię ciepłem
i z nimi odlecę
i ujrzę wszystko
w jedno oka mgnienie
zanim mnie otoczy
szare zapomnienie.

17.03.1998

O miłości i obawie

Poczułam obawę. Spotkałam parę osób, które czytają to co napisałam. Nie wiem do końca jak reagować. Kiedy jestem schowana za monitorem mojego komputera i statycznie patrzę ze zdjęć, wszystko wydaje się bezpieczne. Poczułam się dziwnie. Widziałam komentarze i inne znaki. Nie skupiałam się na nich, żeby nie zawisnąć na jakiejś blokadzie w pisaniu. Teraz patrzę, jak taka blokada zbliża się i staram się ją demontować w czasie tego zbliżania. Dlaczego? Bo chcę pisać wolna, od wszystkich ograniczeń, wpływów, a życie daje mi dość inspiracji, nawet taką jak dziś, przekraczanie siebie w kontekście swojej anonimowości w kreacji. Czy mam się schować za strachem, że ktoś mnie wywoła do tablicy, bo coś napisałam? Nie, zdecydowanie nie boję się krytyki. Piszę, bo nie wyobrażam sobie nie pisać. I choćby pioruny strzelały w ziemię tam gdzie chodzę, będę pisać i na swój sposób wyrażać to co dla mnie ważne w mojej wędrówce po moim osobistym niebie. Może wystarczyłoby to tylko pomyśleć, założyć sobie folder w głowie, albo na własnym komputerze. Czuję, że jeśli choć jednej osobie to co piszę pomoże, to zysk, o jaki nie zabiegam. Nie nazywam tego też sztuką, po prostu wkładam w to siebie. Więc będę pisać, czy moje teksty i wiersze znajdą jakieś oko. Takie są najszczersze moje myśli i trudno, jeśli to nie jest codzienną praktyką, że się dzielimy sobą, jak ja się teraz dzielę. Może czasem powinniśmy? Może mniej byłoby w nas nienawiści, niezrozumienia w stosunku do innych, gdybyśmy czasem mieli dostęp do ich myśli, prawdziwych uczuć, szczerych wyrażeń tego co dla nich ważne. Prościej byłoby do nich dotrzeć i nie obawiać się ich stosunku do nas, do świata. Nie różnimy się tak bardzo, jak nam się wydaje. Mój syn ostatnio powiedział w podobnym kontekście:”Mamo, to jest tolerancja.” Tolerancja w tym, by dać innym prawo do realizacji marzeń, które w żaden sposób nie zaburzają naszej przestrzeni, jeśli tego nie chcemy. Dlatego nie słucham kapel deathmetalowych, bo nie czuję tego i nie polecam robić żadnych rzeczy wbrew sobie. Nawet czytać, choć czytanie rozwija, blogów zwariowanych, roztańczonych kobiet. I to chyba tyle jeśli chodzi o demontowanie. Zdaje się, że zdemontowałam w całości. Pozdrawiam serdecznie tych co czytają i tych co nie czytają, niech się wszystkim ziści to czego im najbardziej w życiu potrzeba. Wolności w tym co jest dla nas szczęściem i dzielenie się tym z innymi, choćby to było granie na dudach w szkockiej kracie, albo robienie na drutach. Wolności tworzenia i odkrywania siebie.

Pytania

Kiedy patrzę w Twoje oczy,
moje serce w jasność kroczy
i nie boi się swej mocy,
przeciwstawi każdej nocy.

Kiedy bierzesz mnie w ramiona
moje ego w ciszy kona
I nie czuję nienawiści,
i wybaczam wokół wszystkim.

Gdy całujesz mnie, dotykasz
moje ja w oddechu znika
i stajemy się jednością,
i pokłonem, i radością.

Kiedy wreszcie mnie przenikniesz
moje ja zupełnie zniknie,
Jedność w pełnię się zamieni
I oderwie się od ziemi.

Komu będą słały pieśni
nasze dusze, gdy cieleśni
zatopimy się w miłości
uwalniając z realności?

Jakie będą czekać na nas
nowe hasła, nowe wzory?
Jaka myśl pogłębi jeszcze
uczuć naszych czyste wody?

Czy zaniesie nas splecionych
w tym oddaniu namiętności
na brzeg rzeki, którą płyną
święci,
w pełnej swej świętości?

Czy uniesie nas wysoko
za horyzont ziemskich zdarzeń,
kiedy ja dla Ciebie będę
nadprzestrzennym drogowskazem?

Co zobaczysz swoją duszą,
którą moja dusza dzieli?
Czy nas zwabią i nauczą
nauk swych lotni anieli?

Czy zaniosą nas do nieba
zaplecionych w jedno ciało,
i pokażą, że tak trzeba?
Bogu by się podobało?

6.10.2017

Dla Puszka i Agi

Kiedyś byliśmy tacy młodzi,
że pył kosmiczny
odrywał się od naszych kroków
w pędzie do wieczności.

I sunęliśmy lekko
i bynajmniej nie cicho
pełni najprawdziwszego szczęścia,
że świat się zmienia
razem z nami, dla nas
i nie było rzeczy niemożliwych
do spełnienia
kiedy każda nasza chwila
zapalała się marzeniami
o tym czego jeszcze nie ma
a będzie na pewno.

Kocham myśleć o tym, co było
kiedy jak komety
rozświetlaliśmy wieczorne niebo,
żeby spadać powoli
w kierunku swoich granic
dojrzałości
i pamiętać,
że choć tyle się zdarzyło
tyle się jeszcze ma zdarzyć.

Moja poezja

Moja poezja jest prosta
rozbija się w nocy autobusem
i próbuje zrozumieć pucybuta
tańczy tango w Lizbonie
albo szuka
fado

Czasem idzie jednak na kompromis
dostojnie siada w oknie i czuwa
obserwuje stado gołębi
i cicho mruczy
o kolorach jesieni
i zimie
że nie lubi marznąć

I ja jej słucham
biorę na kolana
czochram włosy
a ona śmieje się i gada
do północy

A potem razem
idziemy spać
albo wracamy do pracy
i śnią nam się te same sny
żeby rano
wziąć ze sobą mały kawałek
nieba do kieszeni
a wieczorem z uśmiechem
powiedzieć sobie
dobranoc