O miłości do dzieci

Można czytać książki jak wychować dzieci,  co i jak robić, co mówić, to pewnie pomaga. Ja zdaję się na instynkt, ale wiem, że warunkiem podstawowym dobrego wychowania jest miłość. Miłość prawdziwa, która wypełnia serca człowieka kochającego w sposób pełny, mądry i zdrowy. Z niej pochodzi cała zdolność dobrego wychowania. Bez tego, wychodzi coś co nazwę przewrotnie, tresowaniem do wizerunku z głowy. Dziecko bez miłości wyrośnie czasem na człowieka pozornie normalnego, spełniającego swoje role życiowe, ale niepełnego tam gdzie tej miłości zabrakło najmocniej. W pewności siebie, w kochaniu innych, w zdolności pokonywania barier, w asertywności, również w stosunku do nas. W szczęściu i wyrażaniu radości. Ogólnie w sercu.

Nie będę pisać co robiłam źle i gdzie się myliłam, co wyniosłam z domu, ze środowiska, czego się potem nauczyłam, jak było mi ciężko i lekko zarazem. Do czego czasem tęsknię, gdy widzę jak moje dzieci są już duże. Tego mi chyba zabrakło kiedy dzieci były małe,  żebym czasem mogła wyjść i odciąć się, zrestartować, pobyć ze sobą sama. Samą siebie też kochać, sobie też coś dawać. Teraz są już duże.  Muszę odrobić swoją lekcję na to życie. Jedną z wielu, może najważniejszą. Świadoma bezwarunkowa miłość do dzieci. Bez oczekiwań, planów, bez pouczania.. Wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, że cokolwiek się stanie, przydarzy, ja ich będę kochać, rozumieć i dawać azyl. Wtedy każde z nich wyrośnie na pełnego, kochającego, mądrego człowieka. To mnie czeka, nawet wbrew wszystkiemu, wbrew okolicznościom, wbrew regułom, wbrew środowisku i wbrew rodzinie. Biorę to na siebie. Jestem za nie odpowiedzialna i przy mnie niech czują tę energię do wzrastania, czystą i nieskrępowaną miłość. Jest im potrzebna jak powietrze. I ja jestem im potrzebna, jako przykład człowieka, jako drogowskaz, parasol, ciepły szalik i moc do przezwyciężania siebie, do wzrastania. Stopień do nieba i materac do spadania. Ja w całej krasie, jak kiedyś mówił Iwo: „Mama jest do naklejania plasterków”. I to cała moja rola. On może się kaleczyć, zmagać, ja czekam i patrzę, jeśli chce doradzam. I czekam z plastrem. Plastrem o nazwie miłość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *