Pewną wiosną

Pewną późną wiosną
wstanę tuż przed świtem
pójdę kwietną łąką
słodko-miękkich pąków
rozchylając płatki,
które nie odkryte
po zimie stulone
wspomnieniami mrozu.

Przed letnią beztroską
i rozpustą zmysłów
wyczerpię obrazy świeżości
do końca
i serce wypełnię
bezkresem błękitu
i wyśnię marzenia
w czyste oczy słońca.

A kwiaty rozkwitną
pieszcząc moje stopy,
głęboko zanurzę
korzenie istnienia,
rozchylę ramiona
w strumieniu miłości
w radości złączenia
ty niebo,
ja ziemia.

19 września 2018

Samotność nocą

Pod niebem soczystym od smutku
ciemnoniebieskiej barwy spełnienia
płynę wpatrzona w pustkę
dawno umarłych gwiazd.

Nie ma, nie ma co kochałam
a ziemia kręci się jak oszalała
i łodzią kieruje wiatr.

Nocą odważniej otwieram oczy,
łódź ścina grzbiety fal,
w samotnym sercu nicość kroczy
szukając sensu w łzach.

I wtedy wiatr skrzypieniem masztu
nadaje łodzi rytm
z dudniącej głębi w srebrnym blasku
księżyca wstaje świt.

Sprężystą łuną idę lekka
tańcząc płomienny szkwał,
a łódź cierpliwie na mnie czeka,
by w szczęściu nieść za dnia.

19 września 2018

Nic nie poradzę

Nic nie poradzę
na to jaka jestem
mogę się winić
albo cieszyć barwą
niekontrolowanych w niebo uniesień

Płaskowyżami chmur przy stratosferze
gotowymi do zamieszkania
i pełnią siebie
jakiej w tym doświadczam nieodmiennie

A może ci co się nie wabią
płaskością ziemi
oswajając wielość
niewidzialnego
będą bardziej mogli
będą wiedzieli
gdzie podążyć
kiedy ich pamięć zawiedzie
do śmierci?

Ja się daję ponieść tam
gdzie mnie szczęśliwe serce
unosi bez trudu
w błogosławione
nieracjonalne kolory
powietrza
i uczuć.

10 września 2018

Odpuszczam

Odpuszczam sobie wszystkie winy
jakie wzięłam na siebie w pomieszaniu
które przyczyniły się
do mojego smutku

Odprowadzam w ziemię
cierpienie z niespełnień
jakie wmówiono mi kiedy byłam dzieckiem

Wymiatam stare miłości
puszczające latami martwe pąki
i mężczyzn, którzy zabrali z nich soki

Zakopuję pod ziemią trud
niech obrodzi jeśli taki szczodry

Wyrywam spod skóry kłujące sznury
co miały mnie upodobnić do róży
w rozkwicie

Jestem pusta
i gotowa na
życie.

10 września 2018

Pląsam

Wystarczy, że usłyszę
muzykę
i cała śpiewam
Jak trudno ludziom
takim jak ja
chodzić po ziemi swobodnie

Po coś nam Boże dał skrzydła
do tańczenia
i serce jak kryształ
w tym świecie gęstym od sił ciążenia

Dlatego kiedy znika
światło
co stwarza twardość
świata
zatopiona w ciemność
pląsam
a przestrzeń wokół mnie zawija się
i splata
jak jedwabna suknia
prawdopodobieństwa

Palcami
ciałem
wymalowuję na niej
sieć zdarzeń
wzbudzanych
oddechem
ciepłem

A pustynia
ugwieżdżona sklepieniem
woła
i koń mój już czeka
gotowy do marzeń …

10 września 2018

przejściowa dwuwymiarowość

obudziłam się dziś rano
dwuwymiarowa
z trudem się podniosłam
założyłam bluzkę
wyszłam do pracy

nikt nie zauważył
mojej niewygodnej kompresji

wieczorem
po zasileniu słońcem
wypłakaniu cierpienia
usnęłam
objęta ramieniem
pełnowymiarowego mężczyzny
napełniana
rozszczepialną miłością

jutro pójdę pełna
albo poleżę znów na słońcu
żeby zabezpieczyć
delikatną reakcję atomową
rozgrzewającą  mnie
do życia

6 września 2018

Do Duszy

Wiem, że mnie słyszysz
odzywasz się czasem we mnie
i czuję cię wtedy podwójnie.

Teraz jest taka chwila, że marzę
więc mogę wszystko,
obracam koło fortuny od niechcenia.

Zawsze byłam niechętna
zmianom co mnie trącały
wybijając z zamyślenia.

Wolałam trwać w pustce
zawieszona pod sufitem nieba
w słoneczne popołudnie.

I nie chcieć nic
i nic nie czuć
zawierać w sobie smaki,
kolory i spokój.

Trzymam się tej huśtawki,
a świat mija mnie z boku.

6 września 2018

Droga w dół

Kiedy już dotarłam do kolejnego dna
szukam po omacku włazu,
bo wiem z doświadczenia,
że to nie koniec kopania w sobie.

Tam na dole jest jeszcze kolejna
piwnica,
loch z uwięzionymi,
którym trzeba pomóc
oddychać.

Jeszcze tylko nabiorę powietrza,
bo tam głębsza głębia
przyciska do dna
prasując mnie do wnętrza.

Kiedyś dojdę do końca
i przejdę przez zaciśnięte
powieki strachu
w otwartą przestrzeń.

A ona zapełni się mną
jakiej teraz nie dostrzegam.

6 września 2018

„A ja żem jej powiedziała”

Czytam Nosowską. Jej książka to prawdziwa petarda dla mnie i powinna wejść w kanon lektur kobiet po czterdziestce, co mają głowy ponabijane jeszcze frazesami z czasów PRLu i panów co im towarzyszą w życiu. Oczywiście Kaśka to celebrytka, więc pewnie się sprzedaje i każdy zwykły człowiek podskórnie czuje, że taka osoba „niezwykła” ma o czymś pojęcie. W końcu kto ma mieć? 😉 Swoją drogą już nie jedna książka powstała jako dodatek do nazwiska. Kaśka mogłaby na tym bazować, ale nie ma w jej książce takiej niestrawialnej dla mnie blagi, prosto z kanap śniadaniowych i wystudiowanych wywiadów z „Życia  gwiazd na fali” i innych przeglądów smacznych plotek, podanych w aurze niezwykłości; tu ślub, tam rozpad konkubinatu, tu dziecko zaćpane na komisariacie, tam nie wytrzymał sławy i pijany postrzelił płot nielegalną bronią. Na koniec wydumany horoskop, krzyżówka i przepis na kaczkę po eskimosku.

Kaśka się nie szczypie, w szczególności ze sobą. Sprzedaje nam własną słabość, siłę, autentyczność, doświadczenia, jakie przekonują i frapują, ale w jednym jej nie daruję. Że mnie, cholera, ubiegła! Napisała to, co ja czuję już od jakiegoś czasu i tą cudowną poetycką autoironią, przed jaką chylę czoło. Nie ma sensu jej powielać. Ale, ale … może czas się zmierzyć z tym, że skoro moja świadomość i pisanie nie odbiega, to chyba można rzec, dobrnęłam do takiego miejsca, w którym trzeba zrobić remanent. Podczytuję czasem jakieś panie typu coach-psycholog, co kiepską polszczyzną, ale z zapałem, edukują i obserwuję, że jak komu parę lajków, a może i klientek wpadnie do koszyka, to ego się nadyma i to, co tam czytam, cóż … lepiej nie czytać. To zespół tego, technika taka, jak nie, to pewnie uwikłanie i zależności rodzinne, wystarczy się wygniewać, potem miłość zaleczy wszelką ranę, no i śmiech, bo naprawdę ludzie umierają  z głodu w Afryce, a ty stękasz. Wystarczy poskakać z kolegami od pocieszenia, walnąć w jakąś dechę do rozwalenia, nie tłumić emocji, wylać w autobusie swoje żale na bogu ducha winnego ostatniego pasażera i zakopać topór wojenny z mężem, co bzykał obcą żonę, w końcu wyrósł w oparach traumy, znaczy – usprawiedliwione. W końcu, kochani klienci, jesteśmy cywilizowani i wszystko zostało już opisane, wytrenowane, jak zmieniać nieszczęście w dobrobyt, więc się nie opieraj tylko próbuj, nawet do zajeżdżenia, po co masz życie? Spotkajmy się za tydzień o tej samej porze, a ja utrwalę ci obraz ciebie, jakiego nie ma, ale go stworzę, żebyś miał do czego dążyć, bo ty sam nie wiesz, za to ja oświecona/y jestem tajemnym wglądem, co dla ciebie dobre.

Doznaję nieodpartego wrażenia, że ludzie czasem mają tak przeładowany dysk wiedzą i brakiem doświadczenia, że szkoda klientów i czasu. Dopiero, jak trenera/mentora przyciśnie osobiście psychologiczna rzeczywistość to stękają, jak student geologi pod Himalajami. Ale radzić, wykrywać potencjał, kształtować postawy, z buzią uprzejmie wygiętą odpowiednim typem uśmiechu w sprzedażowej pozie, o tak i wystukują palcami teksty o wszystkim, co w międzyczasie podejrzały/eli, teoretyzując jak przyzwoity ksiądz o seksie ( to przyzwoity było konieczne). Mój znajomy był u takiej psycho się poradzić. Skakała z tematu na temat, po czym odesłała  go za tydzień z totalnym makaronem w głowie, bo podobno jeszcze nie zaczęła. Mogła jak dr Strawiński w „Mistrzu i Małgorzacie” orzec schizofrenię i po temacie. Wszak w kalesony mógł być ubrany ( komentarz dla oczytanych).

To już ja Kaśkę wolę, choć nie lubię jej głosu i sposobu w jaki śpiewa. Piosenek też nie czuję. Za to pisze o sobie i uczy świetnie. Jakby mi wyjęła z ust tę książkę. Podczas czytania jej tak się czuję, jakby los mi windował poprzeczkę do nieba. W zrozumieniu siebie. Jest parę rzeczy, jakich w tej książce nie ma. Więc może jest jeszcze nadzieja na moje „pisanie w rozumie”. W końcu przecież dopiero się rozgrzewam skubiąc moją klawiaturę słowami. Oj, spadnie niejedna korona, włącznie z moją, jak w końcu wyrzucę z siebie parę ciekawych wspomnień. Niech się gawiedź nie boi. Bez nazwisk, wystarczy tylko kontekst w imię globalnego oświecenia. I wtedy pisemka kolorowe zbledną, przed zwykłą prawdą. Niewymuszoną i dogłębną, co jest ciekawsza niż podrasowane fakty, bo stwarza, jak książka Nosowskiej, możliwość prawdziwej konfrontacji.

Linia życia

Stwórz sobie świat
zwany szczęściem
tylko to warto robić
za życia.

Sztywność, ponurość,
konieczność
ubezmyślnia, zamyka
płodną wszechświata
skuteczność.

Dlatego staram się zasypiać
pełna wdzięczności i marzeń
i spędzam ze sobą każdą chwilę
czując to,
co zapisano mi w darze
na linii życia.

.2 września 2018