Byłeś doskonałą
okazją
do pisania wierszy
boskich zaklęć
nie do spełnienia
Gdybym nie odeszła
ta przestrzeń by znikła
jak niewymierność Pi
po zaokrągleniach.
15 marca 2018
Byłeś doskonałą
okazją
do pisania wierszy
boskich zaklęć
nie do spełnienia
Gdybym nie odeszła
ta przestrzeń by znikła
jak niewymierność Pi
po zaokrągleniach.
15 marca 2018

Miłość się nie kończy
ona po prostu
schodzi
z poziomu serca
na poziom
atomowy.
Wtedy już nie tętni
nie widać jej
nie czuć
jest elementarna
i wypełnia
wieczność.
15 marca 2018

Już zawsze
będę przyklejona
do Twoich dłoni
Twoja skóra
będzie wydzielała
mój zapach
Twoja myśl
będzie biegła
w mojej przestrzeni
Mój obraz
zobaczą w Twoich źrenicach
te
co po mnie
przyszły.
Realnie rzecz biorąc
byłeś jak spadochron
nadęty
wspaniały
kiedy spadałam
Teraz kiedy stoję
mocno
na swej ziemi
ciągniesz mnie
sflaczały
w przepaść
żeby znów się
nadąć
swą wewnętrzną
pustką.
15 marca 2018

Zrobiłeś w moim świecie
miejsce
na mężczyznę
Sam nim nie byłeś
jak wielu przed tobą
Nie wchodzę
w tę przestrzeń
ona mieszka
obok
Mam dzięki niej
jaśniejsze poranki
większą perspektywę
gdy wyglądam oknem
i głos mój niesie się dalej
gdy śpiewam
Podziwiam tę przestrzeń
choć jest całkiem pusta
Do zapełnienia
nieprzypadkowym
wzorem
uczuć.
15 marca 2018
Oglądałam „Więźnia nienawiści” (Edward Norton, nieprzeciętny talent aktorski, „Fight Club”, „Malowany welon”, „Impresjonista”, uff …) i nagle zgłodniałam. Weszłam do kuchni, po kanapkę z dżemem borówkowym i odpłynęłam myślami w kierunku, jaki często mi się ostatnio zdarza. Spraw ogólnożyciowych. Położyłam nogę na blacie kuchennym i zdałam sobie sprawę, że nie robiłam tego od niepamiętnych czasów. Nie rozciągałam się spontanicznie, jak w liceum, kiedy moje ciało domagało się ruchu podświadomie podpowiadając co robić. I tak, z nogą na blacie, najpierw się naciągnęłam, myśląc o tym, jak utknęłam w schemacie istnienia na opak z moim organizmem. Potem zmieniłam nogę, zrobiłam kawę inkę i pomyślałam, jakie wspaniałe mam życie. Życie w kontakcie ze zwykłymi rzeczami, zapachami, smakami, sytuacjami. Jestem, tylko tyle, a jak wiele się w tym zawiera. Każdą chwilę przeżywam na poziomie prawdziwego istnienia i uważnością oswajam życie. Oswajam swoje w nim przeznaczenie. Dziś jem dżem pachnący lasem w domu przy filmie, po rozmowie z dziećmi i kilku pląsach przed lustrem, żeby się zmierzyć z moją niedoskonałą wciąż postawą tangową.
Wiem już teraz, jakie mięśnie, ścięgna trzeba uwieść do tego, żeby odtworzyć ten piękny, posuwisty ruch na parkiecie. Moje przyczepy mięśni udowych w miednicy są za sztywne i co odkryłam? Dzięki Magdzie Kapeli, która w Indiach zgłębia cudowne jogińskie wglądy i pozycje, że ja muszę się co dzień rano zamieniać w wojowniczkę i stawać w pozycji wojowniczki, bo ta pozycja z jogi daje naciąg mięśni miednicy, nóg, ćwiczy równowagę, jaką wykorzystam w tańcu. Wszystko się ze wszystkim łączy, joga z tangiem, postawa i pozycja, tak w ćwiczeniu, jak i w życiu. Moja postawa też ulega zmianie kiedy się uelastycznia. Wstałam ze swojego kamienia przy drodze, bo poczułam, że coś na mnie czeka. Czeka na mnie co dzień, cierpliwie, bez nagany, oceniania mojego ociągania, bez wyrzutów, że leży nie wykorzystane i patrzy. Podchodzę do tego, nie z niecierpliwością, nie z rezerwą i strachem, ale z łagodnością i miłością. To zmiana, prawdziwa zmiana. Nie szarpanie na boki i zawodzenie, że czegoś nie robię. Nie wyduszanie pompek co dzień w znoju i wymierzanie sobie kary za wirtualne braki w postępowaniu. Ja się do tej zmiany odnoszę, jak do cudownego zjawiska na niebie, podziwiam. Patrzę, zachwycam się tym, co się zdarza i nie oczekuję więcej.
Wpadła mi w ręce okazja, kurs, za darmo, w domu, miesięczny, bez nacisku, jeszcze jak byłam w Lizbonie. Trzeba było nagrać film 2u minutowy o tym, czemu jest ci potrzebna zmiana. Początkowo nagrałam na telefonie w knajpce, na mieście, ale akustyka była słaba, więc po powrocie do Warszawy, zwierzyłam się kolegom podczas porannej kawy, że chcę coś takiego nagrać ,ale moja kamera w laptopie odmówiła współpracy. Zaraz znalazł się profesjonalny aparat z kamerą do zdjęć eksperymentów przepływu cieczy w mikrokanałach, stojak, sala i miałam wszystko, żeby nagrać swoje 2 minuty spontanicznego gadania.
Nagrałam chyba z 11 filmów. Myliłam się, zmieniałam plan, a że miałam mało czasu w pracy z uwagi na spotkania, powiedziałam sobie, że oto daję sobie 20 minut i wysyłam ten film, jaki mi się uda nagrać i będzie najmniej okropny. I wysłałam. Cała spocona biegłam potem na spotkanie, ale szczęśliwa, że nie odpuściłam.
Minęło parę tygodni i wczoraj dostaję telefon, że się dostałam. Kurs zaczyna się jutro, potrwa miesiąc, a dodatkowo latem będę mogła wziąć udział w spotkaniu edukacyjnym dosyć kosztownym, za darmo. Tak to się właśnie plecie nić, jak jej nie wypuszczamy z ręki. Nagle się pojawia narzędzie skrojone na naszą i kieszeń, i potrzebę.
Kiedy obejrzałam swój film przed wysłaniem pomyślałam: „Co tam, wypadłam może sztywno, ale mówię z sensem. Najwyżej odpadnę, w każdym razie jestem szczera w swoich ułomnościach i talentach.” Teraz kiedy patrzę na siebie na filmie widzę, że mój niedoskonały wizerunek medialny, jest czystą projekcją lęków. Jesteśmy jacy jesteśmy, mamy swoje maniery, zachowania, wyrobienie, bądź jego brak, w wielu sprawach. Kiedy nie boimy się nowych doświadczeń wszechświat nas nagradza. Najczęściej sami jesteśmy swoimi najsroższymi sędziami. Nie warto się tak obciążać, porównywać. Jeśli w każdej chwili robimy to, na co nas stać, a nie wycofujemy się ukradkiem ze strachu, to przełamanie go nam sprzyja.
Ostatnio, mam takie uczucie spełnienia w wielu dziedzinach życia, że chyba nie da się mnie zdołować i zastraszyć. Towarzyszy mi taka wizja, że niezależnie od tego, jak i czy podejmuję wyzwanie podsunięte przez życie, czuję się szczęśliwa. Nie wyrzucam sobie wirtualnych porażek, nie karmię się pustką, czuję w tym co się zdarza celowość i łączę kropki. Tak, jakby okazja do zrobienia czegoś wciąż się nadarzała i się naprawdę nadarza. Tylko zwrócę wzrok w kierunku czegoś i pomyślę: „A może zrobić tak …” i niemalże natychmiast pojawia się kolejne połączenie. Nie oczekuję, że się pojawi. Nie mam wewnętrznych nacisków. Moje ego nie szaleje, że musi się spełnić i siedzi cicho w kącie albo z rzadka zrzędzi. Traktuję je jak lustro. Tam gdzie z czymś się stykam po raz pierwszy. Patrzę co mi mówi i od razu widzę słabe punkty. Czasem dopiero po sytuacji. Nie ważne kiedy, ważne, że rejestruję jego skoki, jak piki w encefalogramie i mam wgląd w mój prawdziwy obraz sytuacji. W ogóle prawdziwy, nie tylko z mojej perspektywy. I się uczę, jak z nim się obchodzić, piękna praca. I jaka uspokajająca, kiedy wszystko wokół uśmiecha się albo wyzwala we mnie pozytywne sygnały. Śpię, jem, piszę, rozmawiam i kocham. Wszystko z czego składa się życie, każdą pojedynczą chwilę, składam jak obraz do obrazu, jak pocałunek do ust, jak miłość do serca. Na prawdę kocham życie i w tym kochaniu, co dzień, co minutę, co noc staję się coraz lepsza.
Zdrada, choć to temat trudny, sprowadza się do gry między partnerami. Jedno zdradzając mówi: „Sprawdzam.” I sprawdza jakość związku. Zdrada jest jak impuls do działania. Stwarza możliwość weryfikacji, czy, i na ile, kochają się zdradzany i zdradzający. Jeśli miłość była na wylocie w ciepłe kraje, zdrada skraca mordęgę czekania na całkowite obumarcie. Uwalnia zdradzonego gniewem, a zdradzającego czynem od uczucia, jakie spełniło swoją rolę i przeszło na inny poziom, gdzie oboje nie muszą i często nie chcą ze sobą przebywać. Po czasie zdrada staję się prawdziwym błogosławieństwem, cięciem tam, gdzie boleśnie naciągaliśmy mięśnie, by coś utrzymać, w próżni.
Jeśli jednak zdrada trafia się ludziom o potencjale przebudowy związku opartego na miłości, trzeba się uczciwie przyznać do tego, jakie zdrada miała źródło. Która sfera, bądź sfery relacji były zaniedbane, że zdrada je chwilowo wypełniła. Namiętność, zrozumienie głębszych poziomów istnienia, zapał do tworzenia, potrzeba urozmaicenia, poczucie niedojrzałości partnera, słaba komunikacja i rozbieżne cele. To wszystko i wiele innych wariacji na ten temat może pokazać zdrada, która znów jak przyspieszacz weryfikacji mówi „Walcz, albo odpadasz” z relacji, z domu, z rodziny, z pracy. Kiedy zdradzający poczuje wyrzuty sumienia, zdradzany powinien patrzeć nie przez pryzmat mściwości, ale własnych pragnień i pragnień partnera. Jeśli są zbieżne warto skupić się na tej zbieżności i zbudować na niej nowy związek oparty na trwalszych podstawach, przemodelować podstawy i tego się nie bać. Zdrada jest szansą, na wzrastanie, na uważność, jak każde doświadczenie, uczy nas więcej o sobie, chociaż przez cierpienie. Bo w zdradzie cierpi ego, duma, kiedy pozornie tracimy twarz, po obu stronach. I przyznaniem się do bezsilności, że bez zdrady nie dało się naprawić, skonfrontować relacji.
Budując coś od nowa, wznosimy się po zdradzie na nowy poziom uczuć. Wspaniałomyślnie i z pełnym współczuciem uczymy się siebie. Zdrada może prowadzić do ponownego zakochania, w o wiele pełniejszy, wolny od zazdrości sposób, bliski miłości bezwarunkowej. Taki może być cel zdrady, kiedy dotyka związki. Uwolnienie od zależności, przełamanie barier. Ważne, by się umieć dobrze po zdradzie określić z uczuciami, by nie złapać się w pułapkę wyrzutów sumienia wobec partnera, którego dotknęliśmy zdradą. By nie próbować mu wynagradzać zakłamując swoje prawdziwe uczucia, nie próbować się okazać „świętszym”, bo to krótkotrwała strategia. Podobnie jak uczucie urazy i pozornego wybaczenia z drugiej strony, kiedy ktoś ofiarnie przyjmuje i tłumi prawdziwy gniew po zdradzie. Dlatego warto się wykrzyczeć, wyszaleć w tej rozpaczy, wyciszyć potem i zobaczyć co zostaje. Jeśli zostanie coś na czym warto budować, nie dlatego, że wszyscy dobrze życzą dookoła, bo rodzina, dzieci, wspólne mieszkanie, interes, plany na wakacje, ale dlatego, że sami macie takie przekonanie. Wtedy nie zastanawiajcie się i budujcie. Jeśli nie, zostanie odejść, w stanie spokoju wewnętrznego, nie ważne, czy się zdradziło, czy było się zdradzonym. Uczciwość wewnętrzna popłaca na dwie strony. Żadne siłowe rozwiązanie nie sprawdza się wobec uczuć wyższych jak miłość. Kiedy ktoś pozostaje w długo tłumionym gniewie, zaprzeczeniu, podświadomie sabotuje siebie. Dlatego zdrady nie rozliczone zdarzają się ponownie. Zdradzony i zdradzający odrabiają tę lekcję do skutku, aż się odkryją ze swoimi uczuciami świadomie. Dlatego zdradzający musi czasem liczyć na rozsądek zdradzonego, który w końcu powie:”Stop”. I przestanie wspierać autodestrukcyjną spiralę, kiedy zrozumie, że jest współuzależniony, jak alkoholik i jego partner.
Dlatego nie bójmy się zdrady i żadnych życiowych doświadczeń. Dzięki nim wzrastamy i sięgamy głębi uczciwości w uczuciach. A tylko uczciwi wobec siebie stanowimy istoty pełne, wartościowe, gotowe na więcej. W zdradzie, jak w miłości, oczyszcza się pole, wypala stare, gdy czas na nowe. Uczmy się obserwować uczucia i się w nich rozpoznawać. Wtedy może zdrada, nie będzie potrzebna wcale do weryfikacji naszej z kimś relacji.
Nie boję się śmierci
nie boję się bólu
nie boję się wstydu
nie popadam w rozpacz
nie mam żalu, głodu
nie mam pożądania
nie czuję zazdrości,
i nie czuję gniewu
Odsunęłam:
„Nie mam”
Zastąpiłam:
„Jestem”
Nie wpadam w ekstazę
nie prę w oświecenie
doceniłam wszystko
co mi się przydarza
pobłogosławiłam
swoją własną ziemię
Idę po tej ziemi
jak po świętej myśli
jest dla mnie wszystkim
jestem dla niej wszystkim
Miłość w niej odradzam
Topię skały blokad
integruję cienie
oddaję, odbieram
kompletnym istnieniem
Energia mnie z ciała
niesie do wieczności
płynę w stronę siebie
po ścieżkach miłości
10.03.2018
po prostu czuję
pozwalam przepływać
milionom myśli
tysiącom emocji
setkom uczuć
dziesiątkom wydarzeń
jednej miłości
9.03.2018
Poczułam lukę
głęboką i ciemną
stanęłam nad nią
badając palcami
czy da się przeskoczyć
w przyszłość
niepewność…
Jestem sprężona
gotowa do skoku
serce unosi
me skrzydła wysoko
i słońce patrzy
mi prosto w oczy
Czas już na zmianę
czas już skoczyć
Ostatnie spojrzenie
w to co było
Miłość, cierpienie,
niepewność,
miłość
i uwolnienie
Błękitne strugi
niosą me ciało
zamykam oczy
chłonę wspaniałość
swojej mocy.
9.03.2018