Pląsam

Wystarczy, że usłyszę
muzykę
i cała śpiewam
Jak trudno ludziom
takim jak ja
chodzić po ziemi swobodnie

Po coś nam Boże dał skrzydła
do tańczenia
i serce jak kryształ
w tym świecie gęstym od sił ciążenia

Dlatego kiedy znika
światło
co stwarza twardość
świata
zatopiona w ciemność
pląsam
a przestrzeń wokół mnie zawija się
i splata
jak jedwabna suknia
prawdopodobieństwa

Palcami
ciałem
wymalowuję na niej
sieć zdarzeń
wzbudzanych
oddechem
ciepłem

A pustynia
ugwieżdżona sklepieniem
woła
i koń mój już czeka
gotowy do marzeń …

10 września 2018

przejściowa dwuwymiarowość

obudziłam się dziś rano
dwuwymiarowa
z trudem się podniosłam
założyłam bluzkę
wyszłam do pracy

nikt nie zauważył
mojej niewygodnej kompresji

wieczorem
po zasileniu słońcem
wypłakaniu cierpienia
usnęłam
objęta ramieniem
pełnowymiarowego mężczyzny
napełniana
rozszczepialną miłością

jutro pójdę pełna
albo poleżę znów na słońcu
żeby zabezpieczyć
delikatną reakcję atomową
rozgrzewającą  mnie
do życia

6 września 2018

Do Duszy

Wiem, że mnie słyszysz
odzywasz się czasem we mnie
i czuję cię wtedy podwójnie.

Teraz jest taka chwila, że marzę
więc mogę wszystko,
obracam koło fortuny od niechcenia.

Zawsze byłam niechętna
zmianom co mnie trącały
wybijając z zamyślenia.

Wolałam trwać w pustce
zawieszona pod sufitem nieba
w słoneczne popołudnie.

I nie chcieć nic
i nic nie czuć
zawierać w sobie smaki,
kolory i spokój.

Trzymam się tej huśtawki,
a świat mija mnie z boku.

6 września 2018

Droga w dół

Kiedy już dotarłam do kolejnego dna
szukam po omacku włazu,
bo wiem z doświadczenia,
że to nie koniec kopania w sobie.

Tam na dole jest jeszcze kolejna
piwnica,
loch z uwięzionymi,
którym trzeba pomóc
oddychać.

Jeszcze tylko nabiorę powietrza,
bo tam głębsza głębia
przyciska do dna
prasując mnie do wnętrza.

Kiedyś dojdę do końca
i przejdę przez zaciśnięte
powieki strachu
w otwartą przestrzeń.

A ona zapełni się mną
jakiej teraz nie dostrzegam.

6 września 2018

„A ja żem jej powiedziała”

Czytam Nosowską. Jej książka to prawdziwa petarda dla mnie i powinna wejść w kanon lektur kobiet po czterdziestce, co mają głowy ponabijane jeszcze frazesami z czasów PRLu i panów co im towarzyszą w życiu. Oczywiście Kaśka to celebrytka, więc pewnie się sprzedaje i każdy zwykły człowiek podskórnie czuje, że taka osoba „niezwykła” ma o czymś pojęcie. W końcu kto ma mieć? 😉 Swoją drogą już nie jedna książka powstała jako dodatek do nazwiska. Kaśka mogłaby na tym bazować, ale nie ma w jej książce takiej niestrawialnej dla mnie blagi, prosto z kanap śniadaniowych i wystudiowanych wywiadów z „Życia  gwiazd na fali” i innych przeglądów smacznych plotek, podanych w aurze niezwykłości; tu ślub, tam rozpad konkubinatu, tu dziecko zaćpane na komisariacie, tam nie wytrzymał sławy i pijany postrzelił płot nielegalną bronią. Na koniec wydumany horoskop, krzyżówka i przepis na kaczkę po eskimosku.

Kaśka się nie szczypie, w szczególności ze sobą. Sprzedaje nam własną słabość, siłę, autentyczność, doświadczenia, jakie przekonują i frapują, ale w jednym jej nie daruję. Że mnie, cholera, ubiegła! Napisała to, co ja czuję już od jakiegoś czasu i tą cudowną poetycką autoironią, przed jaką chylę czoło. Nie ma sensu jej powielać. Ale, ale … może czas się zmierzyć z tym, że skoro moja świadomość i pisanie nie odbiega, to chyba można rzec, dobrnęłam do takiego miejsca, w którym trzeba zrobić remanent. Podczytuję czasem jakieś panie typu coach-psycholog, co kiepską polszczyzną, ale z zapałem, edukują i obserwuję, że jak komu parę lajków, a może i klientek wpadnie do koszyka, to ego się nadyma i to, co tam czytam, cóż … lepiej nie czytać. To zespół tego, technika taka, jak nie, to pewnie uwikłanie i zależności rodzinne, wystarczy się wygniewać, potem miłość zaleczy wszelką ranę, no i śmiech, bo naprawdę ludzie umierają  z głodu w Afryce, a ty stękasz. Wystarczy poskakać z kolegami od pocieszenia, walnąć w jakąś dechę do rozwalenia, nie tłumić emocji, wylać w autobusie swoje żale na bogu ducha winnego ostatniego pasażera i zakopać topór wojenny z mężem, co bzykał obcą żonę, w końcu wyrósł w oparach traumy, znaczy – usprawiedliwione. W końcu, kochani klienci, jesteśmy cywilizowani i wszystko zostało już opisane, wytrenowane, jak zmieniać nieszczęście w dobrobyt, więc się nie opieraj tylko próbuj, nawet do zajeżdżenia, po co masz życie? Spotkajmy się za tydzień o tej samej porze, a ja utrwalę ci obraz ciebie, jakiego nie ma, ale go stworzę, żebyś miał do czego dążyć, bo ty sam nie wiesz, za to ja oświecona/y jestem tajemnym wglądem, co dla ciebie dobre.

Doznaję nieodpartego wrażenia, że ludzie czasem mają tak przeładowany dysk wiedzą i brakiem doświadczenia, że szkoda klientów i czasu. Dopiero, jak trenera/mentora przyciśnie osobiście psychologiczna rzeczywistość to stękają, jak student geologi pod Himalajami. Ale radzić, wykrywać potencjał, kształtować postawy, z buzią uprzejmie wygiętą odpowiednim typem uśmiechu w sprzedażowej pozie, o tak i wystukują palcami teksty o wszystkim, co w międzyczasie podejrzały/eli, teoretyzując jak przyzwoity ksiądz o seksie ( to przyzwoity było konieczne). Mój znajomy był u takiej psycho się poradzić. Skakała z tematu na temat, po czym odesłała  go za tydzień z totalnym makaronem w głowie, bo podobno jeszcze nie zaczęła. Mogła jak dr Strawiński w „Mistrzu i Małgorzacie” orzec schizofrenię i po temacie. Wszak w kalesony mógł być ubrany ( komentarz dla oczytanych).

To już ja Kaśkę wolę, choć nie lubię jej głosu i sposobu w jaki śpiewa. Piosenek też nie czuję. Za to pisze o sobie i uczy świetnie. Jakby mi wyjęła z ust tę książkę. Podczas czytania jej tak się czuję, jakby los mi windował poprzeczkę do nieba. W zrozumieniu siebie. Jest parę rzeczy, jakich w tej książce nie ma. Więc może jest jeszcze nadzieja na moje „pisanie w rozumie”. W końcu przecież dopiero się rozgrzewam skubiąc moją klawiaturę słowami. Oj, spadnie niejedna korona, włącznie z moją, jak w końcu wyrzucę z siebie parę ciekawych wspomnień. Niech się gawiedź nie boi. Bez nazwisk, wystarczy tylko kontekst w imię globalnego oświecenia. I wtedy pisemka kolorowe zbledną, przed zwykłą prawdą. Niewymuszoną i dogłębną, co jest ciekawsza niż podrasowane fakty, bo stwarza, jak książka Nosowskiej, możliwość prawdziwej konfrontacji.

Linia życia

Stwórz sobie świat
zwany szczęściem
tylko to warto robić
za życia.

Sztywność, ponurość,
konieczność
ubezmyślnia, zamyka
płodną wszechświata
skuteczność.

Dlatego staram się zasypiać
pełna wdzięczności i marzeń
i spędzam ze sobą każdą chwilę
czując to,
co zapisano mi w darze
na linii życia.

.2 września 2018

Mój ogród

W moim ogrodzie dzikość rządzi
trawa wysoka się kładzie
kwiaty bujną żółcią płomieni
chwytają słońce w nieładzie.

Radość miesza się z przestrzenią
ciekawość z gościnnością
to co wyrośnie śród ziół zielenią
mój ogród przyjmie z miłością.

Pod oknem wsadzona moją ręką
czerwień róż się nasyca
niskie poziomki słodycz ronią
bez swoją wonią zachwyca.

 

Szerokolistne chwasty polne
dumnie unoszą korony
pnącza łagodnie sięgają domu
jak gość nie do końca proszony.

To co zasycha, robi miejsce
kończąc cykl życia w spełnieniu
a ja się wtapiam harmonijnie
przyglądając w skupieniu.

Zmienność ogrodu mnie porywa
szczegóły widzę nowe
owoce róży, skrzydła motyla
i pszczoły miodobrązowe.

 

Lawenda pieści oczy kolorem
malina chyli się nisko
forsycja rozpiera rozłożyście
nic nie urośnie zbyt blisko.

Chcę w tym ogrodzie przeżyć życie
nie przystrzygając trawy
niech to co rośnie będzie w rozkwicie
nawet kłujące chwasty.

Niech balans między równym i pięknym
zachowa się w mojej ręce
bo to co rośnie w  akceptacji
odwdzięcza się w podzięce.

2 września 2018

Słuchając muzyki

Widzę jak dłonie nad klawiszami
za moment rozproszą ciszę
w harmonii dźwięku pootwierani
decydujemy się słyszeć.

Głębokie tony ostrożną falą
niosą nas w rozproszeniu
a materialny świat dotykalny
ulega zapomnieniu.

Już mnie nie więzi ziemska powłoka
nieskończoność jest prosta
tańczę energią która przenika
i wydaje się boska.

I kiedy ziemskość wraca stopniowo
fraktalnie budząc ciało
dziękuję za to bogactwo zmysłów
i serce, co żyć w nim chciało.

2 września 2018

Prośba

Dotknij mnie
ciepłem swoich dłoni
rozpuszczając kawałki lodu
skryte pod moją skórą.

Niech twoja miłość roztopi
krystaliczną zbroję mojego ciała.

Zdejmij ze mnie sieć smutku
żebym oddychała
dobrocią
i ostrożnie, powolutku
wyjmij mi z rąk kotwicę wspomnień.

Bądź moim słońcem
a ja ci pokażę w księżycowym odbiciu
prawdziwy obraz mojego świata.

2 września 2018

Byt zwany czasem

Czas mnie wybawia
od wszelkich złudzeń
od stałości
wartości

Wysoka fala
spienioną grzywą
łasi się w codzienności

Czochram jej loki
niestabilności
w równaniach pływów
dążenia

A ona skacze w prędkość
kosmiczną
unika
oswojenia

Wtedy zastygam
w tkliwym czekaniu
spłoszone wysuwa bryzy
i tego lata ze mną zostaje
tętniąc łagodnie
w ciszy.

2 września 2018